Mapa strony Szukaj Kontakt

Jaśnie Pan za kółkiem

Hrabia Hieronim Ksawery Maria SobańskiSopot. Do taksówki, jasnego mercedesa nr 15 wsiada elegancki pan. Wyznacza kurs. Zagaja rozmowę. Opowiada historię rodziny. W pewnej chwili chrząka, podbródek unosi lekko do góry i wyznaje kierowcy:
- Jestem baronem...
Tego dnia miał pecha, bo kierowca spojrzał na jego fizys w lusterku, uśmiechnął się i skwitował:
- To pan w hierarchii stoisz niżej ode mnie. Bo ja jestem hrabią...
Hrabia Hieronim Ksawery Maria Sobański. Od 28 lat jest sopockim taksówkarzem. Dlaczego?
- A dlaczego nie? - dziwi się. - Były czasy, gdy mój wykształcony ojciec szefował sopockim wozakom węgla! Żadna praca nie hańbi.
W jego sopockim mieszkaniu, na ścianach portrety przodków. Dziadka - po nim otrzymał imię. Ojca - Stanisława. I protoplasty rodu - Izydora Sobańskiego.
Tytuł hrabiowski otrzymał dla siebie i swoich potomków od papieża Leona XIII Feliks Sobański. Dewiza rodu to "Krwią naszą zbroczony". Herb - Junosza.

 

Wielcy przodkowie

Sygnet herbowy - pamiątkę po ojcu - wyciąga Hieronim z szuflady. Pierścień jest masywny. Ciężki. Z pieczęcią.
Przodkowie Hieronima: Aleksander. Ludwik. Izydor. To ci z Sobańskich, którzy podjęli walkę o wolność ojczyzny w czasach zaborów. Za swoje poświęcenie zapłacili najwyższą cenę. Skazani na więzienie, na tortury i w końcu zesłani w głąb Rosji.
Największą sławą cieszyła się w rodzinie Róża Sobańska. Mówili o niej Róża Sybiru, a ona była prawdziwym aniołem opiekuńczym zesłanych na poniewierkę Polaków.
Wielkim filantropem był Feliks Sobański. Swój majątek (a należał do najbardziej majętnych na Podolu) przeznaczył dla potrzebujących. Do dziś działa w Warszawie założony przezeń dom dla nieuleczalnie chorych prowadzony, jak za czasów dobroczyńcy, przez siostry felicjanki.
- Nasz majątek był w Sumówce na Podolu - Hieronim spogląda na wiszący na ścianie obraz, na którym widnieje pastelowy dwór. - Pozostał tylko kamień na kamieniu...
Stoi natomiast pałac w Guzowie pod Warszawą. Niedawno wrócił do rodziny. Jest teraz własnością kuzynostwa Hieronima.

 

Pamiętaj o korzeniach

A kuzynostwo? Hrabia Michał - prowadzi dziś kwiaciarnię w Warszawie. Hrabia Henryk jest aptekarzem w Krakowie.
- Moja ciotka zawsze powtarzała - tłumaczy Hieronim. - Trzeba dostosować się do warunków współczesnych, ale zawsze pamiętać kim się jest...
Dla Telewizji Polonia siedem lat temu ciotka powiedziała:
- Cechą rodziny Sobańskich był ogromny patriotyzm. Bóg i Ojczyzna. W tym duchu zostaliśmy wszyscy wychowani. Poprzednie pokolenia i my też, młodzi Sobańscy przekazujemy tę wartość naszym potomkom.
- Owo porządne wychowanie to największy skarb, jaki mam - tłumaczy dziś Hieronim. Jego nieżyjący już ojciec - Stanisław skończył przed wojną Wyższą Szkołę Handlową w Antwerpii. Władał biegle czterema językami. Był znakomitym malarzem.
- Po wojnie, z racji pochodzenia, miał trudności z otrzymaniem pracy. Nie było nam lekko - wspomina Sobański. - W 1956 roku zaczął pracować w Polskiej Akademii Nauk. Od rana do wieczora malował. To była jego pasja. Obrazy sprzedawał nawet za granicą. Fascynujący człowiek!

 

Ciotka na rowerze

Matka Hieronima pochodziła z rodu Potockich. Jej ojciec był fundatorem Teatru Polskiego w Warszawie. Wuj Stanisława - Remigiusz Grocholski - adiutantem marszałka Piłsudskiego.
- Chodził elegancki, z laseczką - wspomina. - Kiedyś przyjechał do Sopotu. Wysiadł na dworcu, kiwnięciem palca przywołał jakiegoś młodzieńca i powiedział: Prowadź mnie do Hieronima!
Nie wiem jak to możliwe, ale tenże przyprowadził!
Do Sopotu Stanisław Sobański przyjechał z rodziną po wojnie. Tu urodził się Hieronim. W Warszawie natomiast mieszkała jego ciotka Maria - znana w stolicy nauczycielka angielskiego. Do późnych lat swojego życia i końca swoich dni jeździła po mieście rowerem. Była w stolicy znaną postacią!
- Cechą rodzinną jest u nas to, że wszystko się może przydać - wspomina Hieronim. - Kiedy ciotka umarła, pojechaliśmy z ojcem zrobić porządek w jej mieszkaniu. I co znaleźliśmy? Masło z UNRRY! Sprzed 40 lat! Otworzyliśmy puszkę, skonsumowaliśmy. Było bardzo dobre...

 

Kłótnia po francusku

Przez wszystkie powojenne lata Stanisław Sobański prowadził swoją prywatną wojnę.
- Z bolszewikami - dodaje Hieronim. - Podziwiałem go, gdy w 1969 roku otrzymał z ministerstwa pismo, że ma zgłosić się po medal za obronę kraju w 1939 roku. Ojciec odpowiedział, że nie przyjmie tego odznaczenia, bo niby z jakiej okazji? Bronić ojczyzny to był jego święty obowiązek i za to nic mu się nie należy.
O tym, że jest hrabią Hieronim widział zawsze. W domu rozmawiało się o historii rodu. To należało do owego porządnego wychowania.
- Nie mówił, co mam zrobić ze swoim życiem - dodaje Sobański. - Ale zawsze powtarzał mi: Ucz się, synu języków obcych... Dobrze opanowałem angielski. Ale francuskiego nie dałem rady. Co mnie dziwi, bo rodzice często w domu rozmawiali po francusku. Zwłaszcza wtedy, gdy chcieli przede mną coś ukryć. Ale jedno francuskie zdanie zostało mi w głowie do dziś. Jak rodzice się pokłócili, ojciec mówił: Ne dites pas les betises! Co znaczyło "nie pleć głupstw"!

 

Panicz niemodny

Pochodzenie ani Hieronimowi w życiu nie pomogło, ani nie zaszkodziło. Hrabiowskim tytułem specjalnie się nie chwalił, nawet gdy podrywał własną żonę.
- Ale na postoju koledzy inaczej nie mówią do mnie tylko "hrabia" - śmieje się. - To nie są czasy na obnoszenie się z takim pochodzeniem. Co niby mam zrobić: Wywiesić sobie na drzwiach taksówki rodowy herb?
Ale pamięta jak wiele lat temu wiózł do Warszawy swoją matkę i jej 80 - letnią ciotkę. Ciotka chciała odwiedzić ludzi, którzy przed wojną pracowali w majątku jej rodziców. - Zajechaliśmy tam - opowiada sopocki taksówkarz - i byłem zszokowany, jak ci starsi ludzie kłaniali jej się w pas i szeptali: O! Panienka przyjechała...
Hieronima nikt paniczem nigdy nie nazywał. Ale on też nie wymaga, by mu się kłaniać w pas. Tradycji rodzinnych w dziedzinie obrony ojczyzny urodzony po wojnie, nie kontynuował. W wojsku był trzy miesiące. Przez trzy lata pływał natomiast na holownikach. Dwa lata pracował w Niemczech. Nigdy nie angażował się w politykę, nie wstąpił do żadnej partii.
- Ale patriotą jestem - tłumaczy. - Jak bym nie był, to by mnie to wszystko, co się w kraju dzieje tak nie irytowało...

 

Hrabia jak ksiądz

Gdy go pytać o marzenia śmieje się i pokazuje obraz, na którym lśni dworek podolski:
- Chciałbym mieć coś takiego... Może nie takie duże, ale własne...
Kocha swoją pracę. Mówi, że taksówkarz jest jak ksiądz. Ludzie, choć teraz rzadziej niż kiedyś zwierzają się, jemu często opowiadają historię swojego życia.
- A tego, co opowiadają, nie można nikomu powtarzać - tłumaczy Hieronim. - Ani opowiadać kolegom kogo się wiozło i z kim... Są pewne zasady.
Wszystkie wpoił mi mój ojciec. I ja się z tym dobrze czuję. Wbrew pozorom porządne wychowanie może się w życiu przydać. Może nawet bardziej niż spadek. Zresztą takowego nie odziedziczyłem. Mój ojciec był skromnym człowiekiem. Jestem do niego podobny. Z wiekiem coraz bardziej.
Teraz nad ciągłością rodu musi czuwać syn Hieronima. Też hrabia. Z zawodu mechanik samochodowy. Żonaty.
- Ma córkę - wtrąca Hieronim. - Jeśli nie spłodzi syna, będzie z linii mojego ojca ostatni z rodu. 

 

"Wieczór Wybrzeża" 29 marca 2002 r.
Autor - Gabriela Pewińska 




Digg!Reddit!Del.icio.us!Google!Live!Facebook!Slashdot!Netscape!Technorati!StumbleUpon!Spurl!Wists!Simpy!Newsvine!Blinklist!Furl!Fark!Blogmarks!Yahoo!Smarking!Netvouz!Shadows!RawSugar!Ma.gnolia!Free social bookmarking plugins and extensions for Joomla! websites!
Zmieniony ( poniedziałek, 11.02.2008 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »