Mapa strony Szukaj Kontakt

Dla Anny - Sarykamysz

Prawdziwe historie z życia Adama Remigiusza Grocholskiego (1888 - 1965) - syna Tadeusza, spisane przez niego wierszem dla własnych dzieci. 

Dla Anny
Sarykamysz

V

S a r y k a m y s z.
Przedmowa.

Czy pannę Annę to bardzo rozczuli,
Jeśli się do niej dziś specjalnie zwrócę?!
I tak jak w sadzie pszczółki z rojnych uli
Wylecą pieśni, które jej zanucę,
By opowiadać dzieje co już tuli
Przeszłość. Gdyż mądrość nie cała w nauce
Wszak wiele rzeczy dopowiada życie,
Jeśli minione zgłębić należycie.

Chociaż być może trafniej dla panienki
Byłoby pisać: o kwiatkach, pasterce,
Pasącej w polu niewinne sarenki;
I mówić o tem jak bije jej serce;
Jakie miłosne przechodziła męki,
Tęskniąc i cierpiąc we łzach i rozterce...
W mej pieśni jednak huknie surma zbrojna
Opowiadaniem, jak wybuchła wojna.

Jak rozgorzała. Jak szablą błyszczała.
Jak z łez, ran, ognia, ze śmierci, pożogi
Wiła warkocze, w które też wplatała
Czyny rycerzy bez strachu i trwogi.
I tak się w szale swoim rozpętała,
Że nie zważając, gdzie swoi, gdzie wrogi
Pierś własną cięła, niszcząc się zajadle
Aż wreszcie ptactwo siadło na jej padle.

Jednak wśród zbrodni zła, nieszczęść i bóli
Wojna roznieca wielkie myśli, czyny.
A kiedy wreszcie krwawą paszcze stuli
I trupa wojny przysłonią wawrzyny,
Wszczyna się praca, jak wśród pszczelnych uli.
rodzą nie myśli, dążące w wyżyny
Ludzkość próbuje wyjść na inne tory,
Pragnąc inaczej załagodzić spory.
Lecz nawet wówczas z całej ziemskiej kuli
Zlatuje ptactwo - same krucze syny
I zasiadają /nieboszczyki kamraty/
By pisać nowe wojenne traktaty.

Trudno określić, co w końcu wstrętniejsze:
Ochyda wojny, budząca żywioły,
Czy owe zloty, spory najstraszniejsze
O trup, o władzę, o zgliszcze, popioły.
/Ufam, że nowe czasu teraźniejsze
Zawezwą wreszcie do paktów anioły.
Że sprawiedliwość nareszcie nastanie
I nowej ERY nastąpi świtanie.

I.

Koledzy moi w świata różne krańce
Dążyli śpiesznie, do pułków wezwani,
W nie jednym kraju w okopy i szańce
Krew ich wsiąknęła... Życie niosąc w dani
Szli w bój bez trwogi, a losu wybrańce
Zdobyli wawrzyn: byli nagradzani
Krzyżem na piersi, lub krzyżem na grobie
Wzmianką w rozkazie dając znać o sobie.
-------------------------------------------

Dostałem rozkaz formować czołówki,
By rannych z frontu odwozić na tyły.
Nie było czasu na próżno rozmówki:
"Że to nie wojsko". Takie czasy były,
Że gdzieś dopiero u końca wędrówki
Cel się widziało, gdy z przyszłości bryły
Posąg Wolności Poslski się wyłoni
I synów swoich powoła do broni.

Ale zdziwiło mnie to niepomiernie,
Gdy też w czołówkach zjawił się Sulima!,
Zaczął dowodzić długo i misternie,
Że tymczasowe zgoła sensu nie ma
Nadstawiać głowę i że raczej biernie
Czekać należy. Wkrótce też otrzymał
W Czerwonym Krzyżu przydziałek spokojny
Zdala od działań i terenu wojny.

Na me zdziwienie, że dla rannych trudy
Wyniósł nad walkę, którą tak ukochał,
Nic mi nie odrzekł, ale wyraz nudy
Twarz mu zasępił, smętek w nim zaszlochał,
Potem z szczerością wolną od obłudy
Huknął: "Bić można i Czerwonym Krzyżu.
Nie robią kaszy jedynie w Paryżu!"

Nie zrozumiałem. Lecz niech i tak będzie!
Pracy obydwaj mamy bardzo wiele.
Adam pomaga, jeździ ze mną wszędzie
Wreszcie jedziemy "NA FRONT".....
...........................Dym się ściele
Z lokomotywy brudnym pasmem w pędzie
Na śnieg wzdłuż toru. Grudzień. Kars mijamy.
Pod Sarykamysz z rana dojeżdżamy.

W wagonie siedzą: Bycz, prezydent miasta
Groźny. A teraz jest pełnomocnikiem
"Ziemskich Sojuzów" /Jego protoplasta
Był w one czasy kozackim sotnikiem,
Gdy Zaporożców samodzielna kasta,
Groźnej carowej ohydnym wybrykiem,
Z Siczy na Kubyń była przesiedlona.
Więc był kozakiem, kozaczką też żona/.

Był towarzyszem moim w tej podróży.
Jest i pan Adam: w czerkieskę ubrany.
Kindżał za pasem, szaszka, nagan duży...
Czemu się stroi tak Adam kochany,
Gdy równocześnie: krzyż koloru róży,
Zdobi mi ramie? Znak ogólnie znany,
Noszony przez tych, co samarytańskie
Czyny podjęli - w cale nie ułańskie?!...

... Nie jechaliśmy w sypialnym wagonie!
Mamy "tiepiuszkę". Wkoło nas płastuny:
Esauł-Koszka woła: "Patrzcie, płonie
Tu i tam wszędzie. Toć pożaru łuny!"
Pociąg przystanął, choć dokoła błonie
A w dali grzmi coś, gdzieś walą pioruny."
Nikt z nas wszystkiego tego nie rozumie:....
Wszak wojska carskie są już w Erzerumie!

Pociąg wciąż stoi. Patrzeć się znudziło
Trzeba poczekać. Pijemy herbatę,
A Koszka mówi: "Dziwnie mi się śniło
Spotkałem jakieś maleństwo garbate,
Które bawoły do wody pędziło.
W tem rozjuszyły się bestie rogate
I na mnie pędzą, rycząc wciąż jękliwie,
Alem w tej chwili zbudził się szczęśliwie."

A z góry, z pryczy 1/ wysuwa się głowa:
"Oj,! Esaule, źle wam sen ten wróży!
Jeżeli we śnie o "bujwołach" 2/ mowa,
Bądźcie ostrożni w tej naszej podróży!
Śmierć wam pisana! Tu szkoda i słowa."
Tak mówi stary płastun. 3/ Oczy mruży
I to proroctwo zwierzchnikiem głosi...
Parskamy śmiechem. Przesądni są Włosi.

1/ "Prycze" - górne łoże, 2/ Bujwoły z rosyjskiego - bawoły
3/ Płastun - kozak z piechoty.

Na te gadanie już nikt z nas nie zważa
Z dalej żywa toczy się rozmowa.
Łuny wciąż płoną. Niebo się rozszerza.
Tłum zbiegów rośnie, a że to ponowa,
Czernieje wstęgą. Huk dział się pomnaża.
Z "nar" 4/ płyną pieśni, półgłosem rzucone.
Ruszamy w dymu spowici zasłonę.

Parowóz w górę piął się, sapał, dyszał,
Zaledwie dziesięć wiorst nas może dzieli
/Nie będzie więcej/ od Sarykamysza.
Niepokój budzi to, cośmy widzieli.
Niejeden gadki o Kurdach już słyszał.
Czyżby Kurdowie bunty wszczynać mieli?.
I te pożary... Czyżby to ich sprawka?
"No, chłopcy! Jednak to nie jest zabawka."

Mówi Essauł: "więc zbierajcie graty,
Będzie gorąco. Chociaż ci Kurdowie
Nie tylko strzału boją się armaty
Lecz i maszynka, kiedy swoje powie,
Uciekać zaczną parszywe psubraty!"....
Pociąg nasz stanął w wąskim gór parowie
Patrzę przez okno. O kilometr stacja...
A więc postoju tego jaka racja?

4/ "Nary" - to samo co prycze, górne łoże.

Ustał stuk osi i hamulców zgrzyty....
Teraz wyraźnie strzałów trajkotanie....
Wyskakujemy... Błękit nieb pokryty
Stadami chmurek... stwierdzam, patrząc na nie
Że to szrapnele! W dali górskie szczyty
Białe i mroźne....... Po śnieżnym kurhanie
Biegniemy szparko... Stąd Sarykamyszy
Dolinę widać... Parowóz wciąż dyszy..

No tak! już teraz słychać doskonale,
Że gdzieś w pobliżu krwawy bój się toczy.
Z Koszką stoimy przy torze na wale,
Patrzymy wkoło wytężamy oczy:
"Jakto w głąb Turcji poszli już Moskale
Aż pod Erzerum! a tu znów krew broczy?!"
Tak z osłupienia Essauł się budzi
I szyk bojowy formuje swych ludzi.

Wysłał patrole. Poszli naprzód żwawo.
Wnet powrócili. Melduje Bułyga:
Że Sarykamysz - ta stacja na prawo -
Że zdział, maszynek, Turek z góry żyga -
Też że pułkownik, broniąc się tam krwawo
Każe nam zając górkę. To roztrzyga
Co robić dalej. Zniknęli za skkłonem.
......................................
Ja też się żegnam z pustym już naganem.
-------------------------------------
*
* *

Ha! Pierwsze kule! Kto ich nie pamięta,
Jeśli od razu w bój siarczysty trafi!
Jest to dzień wielki! prawdziwie dzień święta,
Którego obraz tkwi jak fotografii
Klisza w pamięci. Myśl jest ogarnięta
Pytaniem: "Ktoś Ty? Czy twe "ja" potrafi
Godnie, po polsku zachować się w boju:
Wśród kul, szrapneli, i granatów roju?"

.... I dałem nurka w stalową ulewę....
Pułap nad głową z CKE-mów świszcze,
Przez prawe ramię patrzę: wybuch! Lewe
Wybuch! Co chwila nowy trup lub zgliszcze.
... W błękitnym niebie, udające mewę,
Albo baranki, wojenne bożyszcze
Rozsiewa białe, rwące się szrapnele.
Niemi rwie ciała, trupem pola ściele.

Ilem ja widział tych mew i baranków
W mym życiu potem! Są one krwiożercze...
Tyle spędziłem wieczorów i ranków
Śledząc, jak tryska z nich stado mordercze
Kulek gwiżdżących, jak ptaszki na ganku!
Czasem znów słychać chichoty szydercze,
Lub bełkot, jęki albo płacz dziecięcia.
"Piękne... ochydne"!..... O tem nikt pojęcia
Nie ma, kto nie był w bitwy zawierusze.
..... Idę na dworzec.... Co....????!!----
..... Biegną schyleni... przygarbieni troszkę.....
..... Niosą na noszach... coś co się nie rusza....
..... Trup okrwawiony!.. Essauła Koszkę
Niosą płastuny! Tu przyznać się muszę
Serce mi drgnęło... Był młody.... wesoły....
Dziś mi się w nocy przyśniły bawoły.

Płyną płastunem łzy spod zwisłych powiek.
.........................................
"Oj, Sudar, Sudar, to był dobry człowiek!"
.........................................
.........................................

Idę na dworzec.... Na górach czernieje.
To Turcy mrowiem z szczytów wciąż spływają.
Z wolna pojmuje co się tutaj dzieje:
To Sarykamysz Turcy okrążają.
Przeszli po szczytach przez śniegi, zawieje...
Na jucznych mułach działa górskie mają...
Jak Bonaparte przez Alpy - tak oni!....
... Sarykamysza nikt już nie obroni!

II.

Tak, Turcy nadół na stację spadają
A u podnóża obrona wciąż zieje
Ogniem na Turków, oni też strzelają.
W tem patrzę w prawo i cały dębieję:
.... Gdzie CK-emy najsiarczyściej grają,
Gdzie śmierć zniszczenie pełną reką sieją,
Adam Slima/!/ już bez swej opaski,
Szablę ma w dłoni. Słychać krzyki, wrzaski,

A on na koniu oddziałem dowodzi.
Tak, zastępuje Koszkę Essuła....
.... Wszyscy jesteśmy jeszcze bardzo młodzi,
Lecz widać pociąg specjalny wyczuła
Jeźń jego, jeśli wodzostwo w nim rodzi.
W tem widzę chwilę gdy ogromna buła
Zwala się z nieba i wytryska z ziemi:
Granatu wybuch. Kopytami swymi
Nakrywa siebie i jeźdźca koń krwawy.
...................................
I wszystko znika wśród dymu kurzawy.
...................................
...................................
...................................
Więc i Adama więcej nie zobaczę!....
...Rwą się granaty, hihaczą kartacze.

Dym opadł. Co to? Rumak rozszarpany,
Lecz Adam biegnie już pieszo ku górze.
Widać, że krzyczy.... Glos ma urwany...
Płastuny za nim.... Jak anioły - stróże...
Dwa CK-emy, niczym parawany
Są im osłoną. Oto już ku chmurze
Turków dobiegli. Turcy się cofają.
Adam i ludzie w śniegi zapadają.

Atak odparty. Z górę do Adama
Biegną już inni. Łańcuch tyrakiery
Na wzgórzu leży. Półokrągła rama
Tworzy się z ciał ich.. "Kto Ci bohaterzy?...
...Odparty atak!.. "Ktoś woła", lecz sama
Pytającego osoba w etery
Widać gdzieś wsiąkła. Patrząc dokoła
Gdzie ten, kto pyta? Raptem ktoś mnie woła.

Wreszcie spostrzegam w oknie pułkownika
Tego, co bitwą ze stacji dowodzi.
"Skąd ja dostałem tego pomocnika?
I jego oddział? Jacyś dzielni młodzi.
Widać, jak z tego wszystkiego wynika,
Nadszedł eszelon. To Koszka, ten złodziej
Z swoją kompanią w sam czas nas ratuje.
Dzielne chłopaki! Ja im podziękuję!"

"Essauł Koszka poległ, tam go nie ma.
To Polak teraz płastunów prowadzi
Nazwisko jego: pan Adam Sulima."
Tak odpowiadam. A wódz brodę gładzi
Coś niw od razu odpowiedź się ima
Komórek mózgu... "Dobrze sobie radzi.
Więc niech zostanie dowódcą odcinka!
O zmroku posłać mu konserw i winka!"

O zmroku jednak - za późno już było!
Sulima trzykroć odpierał ataki
Wieczorem wielu płastunów - nie żyło,
Turek skierował "baranki i ptaki"
Wszystkie na oddział Adama. Kurzyło
się: ziemią, śniegiem, pyłem, prochem. Taki
Był silny obstrzał. Dymy jak firanka
Ich zasłoniły. Potem noc. Do ranka.

Walka wciąż trwała, hen, na całym froncie,
Ale od strony, gdzie Adam dowodził,
Turcy już nie szli. Spokój był w tym kącie
Czyżby strach Turkom tę drogę zagrodził?
Gdy zaświtało już na horyzoncie.
Ze wzgórza w zaspach, powoli ktoś schodził.
Czterech płastunów brnie z ciałem Sulimy....
.... Co było dalej?.... Zaraz się dowiemy.
" *
*
W samą wigilię Boga Narodzenia
Trzask i grzmot strzałów rozległ się na stacji.
Patrzę przez okno, by wśród zórz promienia
Móc zorientować się w tej sytuacji.
Właśnie pod szyją dopinam rzemienia
A tu dzyń. Kulka! ... /Fakt!... nie w imaginacyi!/
Szybkę przebija. O strachy na Lachy.
Grzęźnie w ubraniu koło mojej pachy.

I tak to zgrabnie i ładnie zrobiła,
Że między piersią mą tkwi a ramieniem,
I tylko w szybce dziurkę wywierciła.
.... Patrzyłem chwilkę, przyznam ze ździwieniem.
.... To - widać w domu Matka wymodliła
.... Dziękuję Mamo! Ty jednym westchnieniem
Ratujesz syna kiedy idzie w boje.
Pancerzem moim są modlitwy Twoje!
..........................................
"Kogo niesiecie dzielni wojownicy?"
Pyta pułkownik przynoszących nary.
Czy to oficer Kubańskiej stanicy
Essauł Koszka, wasz dowódca stary?
Gdyż widzę śluzę u waszej źrenicy.
Zginął bohater. Tak, to nie do wiary,
Więc z czcią zamkniemy trumny jego wieko.
Lecz łzy niemęskie skryjmy pod powieką.

"Nie, to nie Koszka. On już wczoraj zginął.
To wódz nieznajomy zesłany przez Boga!
Od śmierci Koszki nawet czas 1/ nie minął.
Gdy ten nas powiódł na pozycje wroga.
I chociaż ranny skamieniałą gliną,
Jak granit twardą, gdyż ziemia jest sroga,
Do sił ostatka był stale na przedzie
I duch żołnierzy podnosił w tej biedzie.

Noc całą siedział sam przy CeKaemie
I nie dopuszczał Turkow do zbliżenia.
Nad ranem osłabł. Nie wiemy, czy drzemie,
Czy jest to rodzaj sennego omdlenia.
Czy może zrzucił z siebie ciała brzemię.
I teraz wzlata ta dusza świetlana
W nieba błękity, by oglądać Pana."

1/ czas po rosyjsku - godzina.

"Wołać doktora!" Wnet lekarz przybywa.
Stwierdza kontuzję, ranę, osłabienie
"Żyje, tak żyje, nasz drogi kolega!
On może umrzeć, chociaż myślę, że nie.
Zaraz nadejdzie szpitalna telega. 2/
Tymczasem sam mu opatrunek zmienię,
Potem odwiozę go do domu mułły
Siostry go wezwą pod swój nadzór czuły."

W kilka chwil potem i ja też leżałem.
Granat rozerwał koło mnie płastuna.
Mnie kontuzjował, więc wieźć się kazałem
Do domy mułły.... Co to do pioruna?!
Już w pierwszej bitwie każdym celnym strzałem
Zwaleni obaj!... Dziś jest wilia. Łuna
Przez szyby okien świeci jasna, krwawa....
.... W Strzyżawce Wilia!.. wesoło.... zabawa.....

A my leżymy.!. Boże Narodzenie
Zastanie może już tylko dwa ciała
Z nas dwuch Polaków? I tylko dwa cienie
Odwiedzą swoich? Myśl ma poleciała
Do białej sali... Słyszę kolend pienie....
Widzę mą Matką.... /taka zawsze śmiała/
I siostry widzę i wszystkich mych braci
Cały korowód najdroższych postaci.

Oni tam wszyscy przy wigilii siedzą...
........................................
............................ nie wiedzą
.......................................

* *
*
Telega - wóz po rosyjsku

A w nogach łóżka stoi Żygarowicz
Wierny mój żołnierz. Zrodzony na Litwie,
Ze sławnych przecie podchodzi Łaniewicz....
Pobożnie złożył ręce jak w modlitwie.
I patrzył, na mnie, jak Zygmunt królewicz
Na swą Barbarę.... Tak już w pierwszej bitwie
Kończy się nasza wielka epopea!
Uratowanie jest mała nadzieja.

Więc tak do niego mówię słabym glosem:
"Słuchaj, gdy takie jest zrządzenie Boże
Bym umarł, trzeba pogodzić się z losem.
Ty mnie do domu odwieź!.." "W trumnę złożę
Twe, zwłoki panie. Nie kwiatem, ni kłosem
Umaję wieko, lecz jedlinę może
Gdzieś tutaj znajdę. W żałobnej tiepłuszcze.
Sam Cie odwiczę grafinie Matuszce!"

Spostrzegłszy widać uśmiech na mej twarzy,
/Bo się uśmiałem z takiego programu/
Chce się poprawić. "Może Bóg nie zdarzy
Takiego losu, i znów zdrowie da mu,
Ale rzec chciałem, że wśród tych zbrodniarzy
Was nie zostawię." Nie, nie było kłamu
W Żygarewiczu przemiłej postaci.
Niech mu za troskę o mnie Bóg zapłaci.
..........................................
Czterdzieści stopni!!. Już w drugi dzień Święta
Zjechała do nas księżniczka Dżerdżardze
/Tę chwilę serce me dobrze pamięta.
I nas - dwóch rannych wzięła pod swą władzę.
Pogodna, miła i cierpliwa Siostra.
Wciąż dobro rannych miała na uwadze.
Darzyła wszystkich nas opieką matki
Przywiozła nawet, kochana opłatki....
oooooooooooooooo

III.
Szpital w Tyflisie. Leżymy z Adamem
W jednym pokoju. Sami, obok siebie.
Radzi że znowu życie jest nam dane.
Gdyż przecie prawie byliśmy już w niebie!
Stale mówimy obaj o tym samym:
O naszej pierwszej "BOJOWEJ POTRZEBIE".
Gwarząc jak niegdyś gwarzyli przodkowie
Że "weterani" - każdy o nas powie.

Kto próbę ognia przeżył, odniósł rany
Staje się innym, jeśli ją przechodzi
Godnie, bojowo. Ale tej przemiany
Nie czuje w sobie ten, który w powodzi
Przygód wojennych, przypadkiem wplątany,
Podczas ataków do piwnicy schodzi,
Lub choćby nawet w widza charakterze
W krwawej potyczce bierny udział bierze.

Różnica cała polega tu na tym:
Że nie, obecność w boju chrzci żołnierza
Każdy kto bywał w boju nie jest chwatem,
Gdy lęk go bierze, czy wcale nie bierze.
Tego jedynie nazwę moim bratem,
Kto umie życie własne nieść w ofierze,
Na samodzielne zdobywa się czyny
I na śmierć idzie, albo po wawrzyny.

Niech laury wieńczą takich ludzi czoła,
Których ofiarna i mądra rozwaga,
Niebezpieczeństwa wszystkie przebyć zdoła,
Zaś rozkaz spełni. Jest wielka powaga
W tym poświęceniu: z pobojowisk woła
Czynu ogromem. Wielka rzecz: ODWAGA!
I jest udziałem jeno tych żołnierzy
W których zamieszała duch dawnych rycerzy.
*
* *
Czasem odwiedza księżniczka Dżordżadze
Nas dwóch, leżących jako dwa barany.
Miła jest, dobra. Przy wielkiej rozwadze
Umysł ma bystry. Rzadki dar jej dany:
Że nad wieloma ma duchową władzę
Przy wdzięku niewiast. Tym nie tylko rany
Leczy cielesne. Po prostu jak święta!
Jej każde słowo dobrze się pamięta.

"Kobieta w jaźni swej ma dwie potęgi.
Jaką wybierze - to od niej zależy:
Może rozsnuwać różnobarwne wstęgi,
Przyciągające ku życiu, co leży
U podstaw bytu. Gdzie zmysłowe kręgi.
Wówczas: instynkty, pędy, żądze szerzy.
..................
... Lecz gwiazd rozpalić może też tysiące,
Gdy wzrok kieruje swój i innych w słońce!
Wówczas kobieta, miłością i wiarą,
Władna rozniecać z iskierek - pożary;
Gdyż, samopalną, ochotną ofiarą,
Zamienia mroki w światłość nie do wiary.
Czyn taki mierzyć chyba czwartą miarą!
Gdyż ponad ziemskie osiąga rozmiary.
I skótków DOBRA przewidzieć nie można.
Taka jet święta - a tamta jest zdrożna.
Miłość. Toć przecie najważniejsza siła
Jaką obdarzył Bóg nas - ziemskie twory:
Ona: pęd, żądze - w chęć, w wolę,1/ zmieniła!
Intelekt ludzki na MĄDROŚCI tory
Kierują! Bez niej - martwa ciała bryła!
Wolna od więzów - PRZESTRZENI i PORY, 2/
Ponad kosmiczność może wznosić ducha.
Miłość - nadzieją widzi - wiarą, słucha!"

1/ pęd, żądze, chęć, wola 4-ry hierarchiczne coraz wyższe rodzaje woli.
2/ Pory = czasu

Takie Dżordżadze poglądy głosiła....
... Zastanawiałam się w myśli potopie
/Gdyż przecie leżąc czasu była siła/.
Że nie tak często w "starej Europie"
Trafia się taka Dama - mądra, miła,
Dla takich zasad, krusząca swe kopie?.
I mając ciągle te pytania w głowie,
Raz ją spytałem, o tak, przy rozmowie.

"Ach, w Europie... To świat innych ludzi
Choć go chrześcijaństwo wyniosło na szczyty!
Cywilizacji podziw we mnie budzi,
Lecz jednak poprzez te wszystkie zachwyty
Wkrada się smutek, który podziw studzi.
Gdyż materializm tam najgorsze zgrzyty
Rodzi w duchowym życiu i społecznym;
I kłam chce zadać dogmatom odwiecznym.

Myśmy Azjaci, lecz trwalsza, dawniejsza,
Nasza kultura. Nasz "górny" wiek "chmury"
Minął; i starość - to doba dzisiejsza
Wschodnich narodów. Wasz bałagan durny:
Stały Ruch, pośpiech, siły wasze zmniejsza.
Ciągłe, wyścigi do banków, do urny,
Nerwy wam targa.... Auta, telefony,
Ten pęd warjacki. zawsze we wsze strony...!!

I nigdy, nigdy spokoju dla ducha!
/Który jednakże jest częścią człowieka
I to najlepszą/. Lecz jego nie słucha,
Nie szuka nawet Europa. Czeka
Ją okres ciężki. Dziś ta zawierucha
Wojny - jedynie ten wybuch odwleka!
... A szczerze mówiąc, /tak pomiędzy nami/,
Ta wojna... dla nas - to wojny z Persami;

Czyli te czasy, gdy Was w Europie
Jeszcze nie było. Dla Was my "Azjaty
Nie kulturalne". Lecz tu nikt nie żłopie
Wódki i whisky. U nas kazamaty
Są niepotrzebne. Za to w każdym chłopie
Więcej godności niż wasze magnaty,
Mają po bankach funtów i dolarów.
Skąd waszej pychy i obłudy narów?

Europejczycy głoszą słowo Boże,
Lecz wyzysk wznoszą wśród kłamstw i podłości!
Nic Europie wszakże nie pomoże,
Jeżeli nie wkroczy na drogę Miłości:
Musi z Miłości uczynić podłoże
Swoich uroszczeń do całej ludzkości.
Jeśli nie chce, by jej gwiazda zgasła
Niech bez obłudy wciela Boże hasła.

Przyznacie pewnie, że życie prywatne
Zbrukane u was jest pogaństwa piętnem:
Liczne rodziny - wszak to niepopłatne!
Żyjecie wszyscy życiem małp namiętnym!
Zabawa, stroje i kobiety płatne;
Życie rodzinne jest wam obojętne.
Depopulacja i hermafrodyty
To kulturalnej Europy szczyty!

Czas, czas najwyższy, aby już przejżano.
Oto "Azjatki" o kulturze "zdanie".
.......................................
........................................
Takie rozmowy wiedliśmy z księżniczką....
Dwa lata potem - była katoliczką.

IV.
Nasze wyścigi, kto pierwszy zdrów będzie,
Czy ja, czy Adam, nam się nie udały,
Bo ja zdrowiałem coraz szybszym pędzie,
Adam choruje ciągle. Biedny mały!
Rany i tyfus /tyfus w pierwszym rzędzie/
Takie mu przykre płata kawały,
Że lekarz, siostry kręciły głowami
-"Jest źle" mówili, gdy już byli sami

Może w przeczuciu swego życia końca,
I wyczuwając do zwierzeń potrzeby,
Sarykamysza ten dzielny obrońca,
Wynurzał im się: "Nie powiem, ażeby
Życie mi przeszło bez promieni słońca,
Choć z różnych pieców, jadłem różne chleby.
Lecz los wyrządza mi stale kawały,
Jak by chciał dowieść żem jeszcze wciąż mały.

Tak mi się dziwnie w życiu często plącze,
Że najszlachetniej pomyślane czyny,
Są ludziom nie w smak! a rumaki rącze
Usłużnej plotki, /miast przyznać wawrzyny/,
W różnych posądzeń, wikłając mnie w pnącze.
I najpiękniejsze nawet - me wyczyny
Służą powodem często szkalowania.
Stają się nawet: wiesz czem! WZOREM DRANIA!

Zaś co innego gdy żyję banalnie:
Życiem kurnika. Ach. mówią mi wtedy:
Że postępują wprost "fenomenalnie"
"Ślicznie","bajecznie", "ratuje ich z biedy"
Żem wprost genialny. No i naturalnie
Mam wówczas pierwsze miejsce wśród czeredy!
A mnie się często w takich chwilach zdarza.
Wprost płakać... Wszak to mnie i ich obraza!

Ale broń Boże, gdy chęć mnie poniesie
Postąpić szczerze i z sumieniem godnie.
Na to czyhają najgorsi obwiesie,
Aby móc sarkać. Wiem, że niewygodnie
Płynąć nie z prądem, nie jak fala niesie.
Wiem, że popłaca: POSTĘPYWAĆ MODNIE,
Lecz dla mnie wstrętne duszne konwenansy
Plotki i swary, pieniądz i awansy!

Oto, przykłady: gdy miałem lat parę
I zrozumiałem, że Polska w kajdanach
W dziecinnej duszy odczuwałem wiarę,
Że wyzwolenie - nie w haseł łachmanach
I rezolucjach na partyjną miarę.
Nie w senatorach zdobiących almanach,
Ale że Polska powstanie z niewoli
Przez hartowanie w sobie silnej woli:

Do końca wszystko jeść będę z talerza,
Traktować siebie będę zawsze twardo,
Chcę na dzielnego wyrosnąć żołnierza,
Z życiem za bary brać się trzeba hardo.
Jako wyrostek też jako pręgierza
Spania na deskach zażywam.... z pogardą
Koledzy "z dziwactw" moich robią kpinki,
Słyszę dość często - szeptano docinki.

Gdy w Petersburgu przechodziłem szkoły
Miałem wypadek bardzo osobliwy:
Przyjechał brat mój, z nim student wesoły.
... DO Ermitażu wiodę go szczęśliwy,
Że w nim obużeń rożażę popioły,
Kiedy zobaczy ten fakt obrzydliwy,
Że złodziej własnym bezwstydem się chwali:
Kradzione bronie rozwieszając w sali.

/Bo w Erimitażu jest pamiątek wiele
Skradzionych w Polsce. Zdobią wszędzie ściany/.
Zwiedzamy każdy muzeum zakątek.
Z pochew wyjęte wiszą karabele....
Krew wzrok mi mroczy. Czuję w sercu wrzątek.
"Nie, tej przemocy jest mi już za wiele!
To polskie szable! więc swojego bronię!"
I w uniesieniu same biegną dłonie

Do świętych szabel, co Polski broniły.
Chwytem. Choć jedną zawieść do Krakowa....1/
Zrywam ze ściany z całej mojej siły....
Student mnie ciągnie. Szablę w spodnie chowam....
Wybiegam... Ze mną kroczy student miły ...
... Jakiż rezultat? Znajomych połowa
Orzekła zgodnie, żem złodziej i basta!
Z czystej pobutki - przestępstwo wyrasta.

Tylko mój ojciec tak mi nie powiedział...
Chociaż mi tego postępku nie chwalił,
Gdy się odemnie o wszystkim dowiedział
Rzekł: "To nie sposób... gdy chcesz bić Moskali,
To bij otwarcie, jak dzidą niedźwiedzia,
Gdy czas nadejdzie, kiedy się rozpali.
Ale, mój synu, to za wielka sprawa.
Uczucie - prawom; sentyment - zabawa.

A gdym mej matce wszystkom wyspowiadał,
Milcząc, do piersi syna przytuliła.
...................................
....................................

1/ Do Krakowa - czyli do Narodowego Muzeum.

Lat siedemnaście, że ten wiek młodzieńczy,
Kiedy się górne rodzą ideały.
Głowę nam chmara wielkich marzeń wieńczy;
W sercu płomienie; w myśli czy zuchwały!
Miłość się budzi - męczy Cię i dręczy.
W krwi czujesz moce, musy i zapały
I nie ma przeszkód. Czujesz się magnatem
Gotów na wszystko - choćby rządzić światem!

W tem właśnie czasie panią H. Poznałem.
Był to "cud świata" - "bóstwo idealne"...
No, i po uszy w niej się zakochałem.
Uplanowałem raz głupstwo fatalne:
Pragnąc jej złożyć to, co posiadałem
"Najcenniejszego": - wyznanie banalne
/Lecz wierszem/. Wdziewam w jej pięknym salonie,
Zbroją rycerską stojącą na stronie.

/Kartkę z wierszami mam przecie w kieszeni!/
Dziesiąta wieczór. Państwo są w teatrze...
Stoję w tej zbroi... Drętwieje, gdy w sieni
Ruch po godzinie... Przez przyłbicę patrzę
/A pod przyłbicą twarz mi się rumieni....
Ach, to wrażenie nigdy się nie zatrze!/
Pani H. czule z mężem się żegnała,
Bardzo serdecznie go pocałowała.

I zrozumiałem, że to: cudza żona!..
..../A cóż ty robisz, tu, głupcze szalony?..!!/
Czekałem długo, bo jak na złość ona
Siadła w pobliżu i jadła melony....
Wreszcie odeszła.... Pancerza zasłona
Wnet odrzucona. Wieję przez balkony....
.....................................
..."Wie pan, dziś w nocy bandyci tu byli
Lecz nic nie skradli... Widać ich spłoszyli."

Tak mi mówiła nazajutrz. Milczałem,
Chcąc uszanować najświętsze zasady
I od niej samej wyrok usłyszałem
Żem jest bandyta i tchórz pełen zdrady!
Ten fakt wspominam już z mniejszym zapałem!
Wiem, ze ten przykład jest trochę za blady.
Alem naprawdę kochał tę kobietę.
I za to ze mnie zrobiono bandytę.

Współczując szczerze każdej ludzkiej biedzie
/Gorkiego wówczas z zapałem czytałem
Aby pogłębić mą o nędzy wiedzę./
Raz się z kolegą Leonem 1/ wybrałem
Na żebraninę po podwórzach. Siedzę
W łachmanach. Jemu mandolinę dałem
On gra, ja śpiewam i zbieramy grosze.
Wkrótce miedziaków wiele w czapce noszę.

Lecz pieniądze z takiej uzbierany pracy
Pali mi dłonie, ciąży mi w kieszeni.
Wszak go dawali często i birdacy.
Trzeba go zwrócić. W głębi jakiejś sieni
Starzec w łachmanach jak inni żebracy.
Lecz ten to nędzasz....! Choć trochę stropieni,
Dodając trochę do tego aportu,
Wręczamy pieniądz...: "Iditicwyk'czortu".

"Szubrawcy! Pewnie fałszywe monety
Puszczacie w obieg...! Bo oddam was glinie!
Przez uczciwego żebraka! - o rety!
Fałszerze podli! Wynoście się, świnie!...."
W szkole koledzy pisali pamflety
Na nas z pogróżką, że kara nie minie
Takich co knują spiski. Oczywiście
Służąc złu, diabłu może anarchiście.

1/ Leon Radziwiłł z Nieświerza - wówczas wychowanek korpusu paziów.

Lecz to są dawne mniej poważne sprawy.
Gorzej jest dzisiaj: Stale chęć mnie bierze
Wstąpić do armii, wśród wojny kurzawy;
Choćby w rosyjskiej. Walczyć jak żołnierze,
I już fachowcem, wrócić do Warszawy -
Jako Oficer.... A tymczasem leżę
Tu - "pełnomocnik "Czerwonego Krzyża"!!
Tak, kombinator! Cywil! Gdyż myśl chyża

Tchórzem poddaje genialne sposoby
Jak "zadekować" ich "cenne persony"!
Zobaczysz, jeszcze z tej mojej choroby
Uplotę plotkę, żem tu dla ochrony
Przed możliwością poboru,"Osoby
Mojej" się schował. Taki pech szalony!
Wszak sam zgłaszałem się na ochotnika!..
Nie chcieli przyjąć. A z tego wynika

Że nawet swoi - /i ty! w pierwszym rzędzie.
Nie zrozumieli, dlaczego Sulim
Choć stale głosił, że żołnierzem będzie,
Gdy jest możliwość wykrętów się ima?."!...
...Mówił wzruszony. Słowa w wielkim pedzie
Z ust mu płynęły."Na to rady nie ma....!
Zakasłał, opadł na swoje posłanie....
"Umrzyj spokojnie, cywilny ułanie!"

W kilka dni potem mnie już wypuścili
Z szpitala. Adam coraz bardziej chory.
Gorączka. Bredzi. Coś zastrzykiwali.
Zeszły się wszystkie z szpitala doktorzy.
Leżał w malignie. Wychodząc już z sali:
..."Dziwne, by Polak miał takie amory
Dla carskiej służby. Knecht imperializmu!
Ten nie przyczyni się do kataklizmu."

Tak dwóch doktorów szeptało na stronie.
Adam miał rację! Znowu jego czyny
Na opak biorą. W uprzejmym ukłonie
Podchodzę do nich. "To fałsz albo drwiny!
On pragnął w walce wyćwiczyć swe dłonie.
Głupstwa gadacie, wy takie to syny."
"A pan nam teraz socjalizmem świeci...."
Rzekł jeden doktór. Byli to kadeci.

Tfu! Tam do licha. Adam się obrazi,
Ale i na mnie ten pech widać spada,
Że słowa moje jakiś głupiec kazi
A za nim cała bezmyślna gromada -
Brudnym domysłem do duszy mi włazi.
Lecz co to szkodzi. Trudna na to rada.
Jeśli Twe czyny z sumieniem w porządku
Na nic nie zważej i wal od początku!.

oooooooooooooooo




Digg!Reddit!Del.icio.us!Google!Live!Facebook!Slashdot!Netscape!Technorati!StumbleUpon!Spurl!Wists!Simpy!Newsvine!Blinklist!Furl!Fark!Blogmarks!Yahoo!Smarking!Netvouz!Shadows!RawSugar!Ma.gnolia!Free social bookmarking plugins and extensions for Joomla! websites!
 
następny artykuł »