Dla Ignacego
Trebizonda
VI.
T R E B I Z O N D A.
Przedmowa.
Dla Ciebie, drogi mój Panie Ignacy,
Najrozmaitsze opisać wypadnie
Okoliczności, w których też Polacy
Udział swój mieli. Niektórzy bezradnie
Gapiąc się stali, jak robią prostacy,
Gdy widzą pożar, zaś inni znów ładnie
Do tych wypadków ustosunkowali
Się - biegnąc tam, gdzie najbardziej się pali,
Stale z tą myślą, aby służyć sprawie
Więc przede wszystkim dla dobra Narodu,
Wszak czynić dobrze można; przy zabawie,
W szczęściu i pracy; wśród ciepła i chłodu;
W ciszy pokoju, w wojennej kurzawie;
Byle zrozumieć już wcześnie, od młodu,
Że życia chwilka po to jest nam dana,
Aby się oddać dla innych i Pana.
"Cóż ze mną będzie, jeśli zawsze, stale
Dla Boga będę pracować, bliźniego!
Któż mi upiecze ciasto, lub rogale,
Albo po prostu chleba razowego,
Jeśli o sobie nie pomyślę wcale.
W służbie dla innych choć niepraktycznego
Tkwi, gdyż lub będzie ze mnie hypokryta,
Albo też z głodu wyciągnę kopyta!"
Często powyższe spotyka się zdanie.
Lecz wielkie w tym tkwi nieporozumienie:
Chodzi o mego ducha przetwarzanie,
Którego olśnią miłości promienie.
Troska o siebie, toć to jest żądanie,
Tkwiące w roślinnym mym życiu. Nie zmienię
Karmu, oddechu i snu konieczności,
Mam mus dbać o to. Natomiast miłości
Siła przetwarza "zwierzęcie - człowieka"
/Z dwuch żyć najniższych/ już w "człoweika - ducha".
Człek w trzecim życiu - rozumem docieka
To, co zmysłami, dotknął, widział, słuchał.
Człek w czwartym życiu sobkostwa się zrzeka,
Gdyż w każdym bliźnim widzi swego druha,
Nowe wartości miłością wytwarza
I tym zwierzaka w duch przeobraża.
*
" *
Czy wiesz, co mówi słowo "Trabizonda"
Jakie w tym słowie kryją się uroki?
Na pozór - zwykła miast nazwa - wygląda,
Lecz w niej się mieści dziwny czar głęboki
Dla tego, który już ją raz oglądał,
A dziś ją szuka wspomnień dalnookim
Wzrokiem. Gdyż stare, jak świetlana raca,
Wciąż Trabizonda w pamięci powraca.
Promienna, jasna, złota Trabizonda,
Na brzegach Pontu ze skał tron posiada;
Wieńcem - rybitwy białe - na kształt ronda;
Szatą - pomarańcz, cyprysów gromada;
Jako baldachim - błękit nieb spogląda;
U stóp - dywanem - fal tłum się pokłada;
I słońce! Słońce! jako jej kochanek,
O brzasku wschodzi na królewny ganek.
O Trabizonde! W żadnej opowieści
Nie ma opisu piękna, co na jawie
W Twoim wyglądzie oblicza się mieści!
Bytujesz: w słońcu, rozkoszy i sławie;
Wilbracje ciepła i tłum fal się pieści.
O Trabizonde! Ja cię słusznie sławię....
... Jak wpośród kobiet - urok na Jaconda,
Tak wśród miast świata - cudem Trabizonda.
Trapeza - stołem /w greków starej mowie/,
Gdyż wśród gór wzrasta pojedyńcza skała,
O której, że stół, każdy patrząc powie,
Tak podobizna jest to doskonała -
... A wkoło opar w głębokim parowie....
... A na tym stole - twierdza tkwi zuchwała...
... Za przepaściami, wkoło miast wieniec...
Równie rycerskim jest tylko Kamieniec!
Pont - Morze Czarne.
I.
Po wyleczeniu się z ran i choroby
/A w międzyczasie również w domu byłem
I w obecności najdroższej osoby,
Mej matki, kulą dwie gęsi 1/ ubiłem,
Jedną na ziemi, drugą w locie/, ktoby
Odgadnął, że los w swym kunszcie zawiłym
Znów splecie życia - Adama i moje!
I że napoją nasze konie zdroje
Te same!... Wracam na miejsce mej służby,
Dostaję rozkaz jechać do Batumu.
... Ot niespodzianka! Prawdziwie, wszak któżby
Mógł się domyśleć, że w porcie wśród tłumu
Ni stąd ni zowąd, objekt mojej "drużby"
Napotkam: "Adam! czym w pełni rozumu.
Jakto Ty /!/ chodzisz /!/ Zdrowie dopisuje?"
Adam mnie ściska serdecznie, całuje.
"A no, jak widzisz, jestem zdrów i cały!
A co ty robisz? Co? do Anatolii!
Ach, więc front Hawe 2/ Pomysł doskonały:
Pojadę z Tobą! Już rana nie boli.
A wiesz, że Hycle mi tu przydział dały,
Twierdząc, że w innej nie nadam się roli:
Do dyspozycji generał Liachowa
Tu przydzielili! Jeśli o nim mowa:
To dzielny człowiek. Poproszę - zezwoli,
Z tobą pojadę na front współpracować.
Znów zjemy razem beczkę przygód soli.
Nie chcę się dalej za tyłami chować".
... Liachow nas przyjął z godnością swej roli:
"Dowódcy frontu wybrzeża". Obcować
Z nim miło: żołnierz był to doskonały,
Nie jak się często trafia - "generały".
1/ Dublet do dzikich gęsi na podjeździe z karabinu.
2/ Mały port nad brzegiem Morza Czarnego między Batumem i Trabizondą: HAWE. odeń w głąb gór szedł wówczas front Rosyjsko - turecki.
Które do szarży protekcją dochodzą.
On ciężką służbę w Persji i na Wschodzie
Dopiął tej rangi... /Dowcipy się rodzą
Z podpatrzeń życia: że awanse w modzie
Były z protekcji i stąd się wywodzą
Przeróżne typy tępe w swym zawodzie,
Na zapytanie - odpowiedź wynika:
"Co to generał?" - "to typ pułkownika
Ogłupiałego! Więc Iliachow nie taki/!
Zezwolił zaraz, instrukcje dał ścisłe.
No i niebawem jechały "polaki"
Obok Czorcha, który naszą Wisłę
Tylko wiosenną przypomni, gdyż: flaki
Rwie stale z łoża; i brzegi obwisłe
Zatapia; skały wywraca i kamienie toczy,
Ryczy i huczy... i rudą krwią broczy.
Borczha, Ardassa, Dżywizlik i Hawe,
Różne kolejnych bitew miejscowości.
Nie jedną mamy przykrócić i zabawę.
Aż dnia pewnego los zesłał nam gości.
Wieczór. W namiocie podano nam strawę.
Gdy obgryzamy ostatek już kości...
... Raptem, Staś Sołtan do namiotu wchodzi -
W półmroku świec okiem po nas wodzi -
.....................................
.....................................
.....................................
Strasznie zmizerniał, a na głowie szrama.
"Schódł, zbladł i szczerniał". To ta "piękna dama"
Wojna /!/ ten całus na głowie złożyła...
... Lecz jaka wojna! Dla kogo te blizny..!
Już trzech nas tutaj, na których wyryła
Swe piętno, ale czy to dla Ojczyzny?...
... Kpów "powiedzonko" -"Matką zawsze była
Głupich: Nadzieja". Jak różne płaszczyzny,
Poziomy, pojęć bywają na świecie!
Wszak cnotą wielką nadzieja jest przecie!
-----------------
"Polski" - po rosyjsku.
Czoroh - rzeka rwąca, wpadająca z kraju Łazów obok Batumundo do Morza Czarnego.
Nadzieja - siłą każdego Polaka.
Nadzieja - wzrokiem starszej z sióstr - Miłości.
Miłość, Nadzieja - to potęga taka,
Która wraz z Wiarą do doskonałości
Prowadzić może! Ona króla Kraka
Wiodła za rękę, by z wzgórz wyniosłości
Spojrzał w doliny. I patrząc w jej lice,
Tam Krak założył Wawelską stolicę!
To ona króle - Piasty, Jagiellony
W bój prowadziła... Unie im rodziła!
Ona w niewoli kirowe zasłony
Wieszczom swą piękną dłonią uchwyciła.
Sercom - pancerze kładła dla obrony.
I w Zygmuntowski dzwon - to ona biła!
... To także ona wiodła Polskie syny
W trzy wraże armie - choć cel był jedyny...
...........................................
... Sołtan nam mówi o zachodnim froncie;
Co kula twierdzi, gdy się spotka z czaszką;
Jakie nadzieje są na horyzoncie;
I o Dawidzie wiadomość dość ważką
Również przywodzi. "Koledzy, łzy rońcie.
Szalikoszwili z obnażoną czaszką 1/
Wiódł do ataku swych ludzi.- Sygnały,
W pewnym momencie - rozkaz "w tył" nadały.
Ludzie wracają, lecz Szalikoszwili,
Dawnych gruzińskich przesławnych rycerzy
Prawnuk, nie może wrogom ani chwili
Pleców pokazać. A więc w tył nie bierzy!
Lecz z szaszką w dłoni, choć stan rzeczy pili,
Jak rak się cofa! Niebawem już leży:
Serce na wylot przeszyła mu kula.
/Wasze natomiast niech się nie rozczula/:
1/ Szabla kozacka lub czerkieska.
To niesłychany zbieg okoliczności:
Kula przez serce w tym czasie gwiznęla,
Gdy serce w skurczu w osierdzia całości.
Kula osierdzie przeszła - nie drasnęła
Natomiast serca! I bez przytomności
Zabrany z pola, gdy już straż posnęła...
... Lecz Dawid żyje i krzyż ma Jerzego.
Doktorzy twierdzą - wyliże się z tego."
... Sołtan tu zjechał. Wobec ciężkiej rany
Otrzymał rozkaz być przy mnie, z tej racji,
Że już nie byłem, aby "leczyć rany".
Lecz Naczelnikiem /tak!/ Ewakuacji
Całego frontu. A więc Pan nad Pany.
Figura w Sztabie Liachowa!.. Kolacji
Mało dla Stasia miłego zostało,
Lecz treści rozmów nam nie brakowało:
W Azarbejdżanie Godlewski Leonek.
O drugim Stasiu braknie wiadomości.
Eristow w Moskwie. Dadiani nasz poległ!
Tu opisuje Staś okoliczności:
"W szarży do drutów nepla już sam dobiegał...
... Przeskoczyć druty nie ma możliwości...
Z okopu wroga piechota się śmieje,
Nie strzela - patrzy. Nasz biedak głupieje.
Bo co tu robić! Wtem granat zbłąkany
Wprost w konia, w niego uderzył i pęka!...
... Dadiani nawet nie był pochowany:
Z całości tylko znaleziona ręka..."
... W tej chwili straszny okrzyk niesłychany,
W którym drżą: jęki, przestrach, żałość, męka,
W namiot nasz wpada z Czoroha doliny...
Kolegów moich widzę blade miny.
Krzyż Jerzego - bojowa odznaka za odwagę w Carskiej Armii
Szarża - atak konny.
Nepla - skrót fachowy oznaczający nieprzyjaciela.
Sołtan zrywa się, za rewolwer chwyta:
"Słyszycie! Lećmy na ratunek przecie!
Tam jakaś krzyczy nieszczęsna kobieta,
Lub mordowane kona jakieś dziecię!"
Pękam ze śmiechu, farsa znakomita!!
"To szakal wyje"! mówię, "czyż nie wiecie
Jak wstrząsające jest wycie szakali?!
Jakby się czarci na sabat zebrali"
*
* *
II.
Adam nie wspomniał, że gdy jako ranny
Siedział w Tyflisie, to w pewnym salonie
Spostrzegł sylwetkę miłej zgrabnej panny.
Prześliczna buzia! Piękne: nogi, dłonie.
Figura gibka, jako kwiat dziewanny,
Klasyczne usta i rasowe skronie.
Lecz tem najbardziej wszystkich czarowała,
Że choć gruzinka - oczy nieba miała
Koloru i blond - jasne długie włosy.
/Andronikowa księżniczka jej miano/.
Zachwytu stale wzbudzała wciąż głosy,
Że najpiękniejszą ze wszystkich, mawiano...
... Gdy raz zebrały się razem młokosy
/W bocznym salonie/, z werwą omawiano
Ostatnie z wojny przyszłe wiadomości.
Tak, jak to bywa - plotki bawią gości.
Adam, znów swego konika dosiada
Tłumaczy pannom, że nie mają prawa
Siedzieć bezczynnie, gdyż nieszczęść gromada
Opadła ludzkość, Że dziś nie zabawa,
Lecz pomóc rannym powinna być rada
Wieść każda panna. Książniczka wnet wstawa
Oświadcza, że jest na ostatnim balu
I będzie siostrą. Gdzie? - Na Portugalu.
/"Portugal olbrzym "dalszych nawigacji",
Pod me rozkazy podporządkowany.
Używałem go dla ewakuacji
Rannych. A nakaz depeszą nadany,
------------------
Portugal - statek pasażerski francuski - Transatlantycki +/- 200 metrów długości - powstał na wodach rosyjskich przy wybuchu wojny i był pływającym szpitalem ewakuacyjnym Czerwonego Krzyża.
Dalszych nawigacji - określenie marynarzy rosyjskich dla statków transatlantyckich.
W sam środek statku mina uderzyła.
Wybuch przełamał nawę na połowę...
Jak zamykana księga się złożyła,
Łącząc pomostu deski podłogowe
I w pół minuty ta olbrzymia bryła
Znikła!.....a nad nią morze szafirowe
Znowu w niezmierne zwarło się bezkresy:
Od Trbizondy - aż hen - do Odessy,
Bielą bałwanów gęsto rysowane.....
... Z górą sto ludzi: siostry i doktory,
Cała załoga .... żywcem pogrzebana
W bezdennej głębi! ... Czyż to nie potwory? !
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Mam motorówki pod rozkaz mi dane.
Siadam z Sulimą; Sołtan /chód chory/
I wnet jesteśmy na miejscu dramatu...
... Nie ma NIC z statku - i nie ma piratów.
Uratowało się trzech marynarzy...
Przemokli, bladzi, wzrok rozpaczą ostry,
Obok "szałasa - szpitalu" na plaży
Siedzą bezwładni... Ani jednej siostry...
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Już o księżycu wracamy spowrotem
Na miejscu zbrodni - tak cicho jak wszędzie!
Na dziobie czółna leżymy pokotem,
Wpatrzeni w nurty - Może jeszcze będzie
Ktoś z tych topielców - Wciąż myślimy o tym,
Że może przedtem statek i my w pędzie
Płynącej jakiejś nieszczęsnej postaci
Nie spostrzegliśmy... Wtem w mrocznej połaci,
Z fal się wynurza jakiś kształt długawy...
Każę tam jechać... Co to ? ... belka czarna,
Jedyny świadek, pośród piany kurzawy.
Płynie samotna, przemokła, niezdarna,
Szepdząc: "Tak, tutaj ten dramat bezkrwawy
Odbył się. Belka, ja , jedyna, marna,
Z głąbin powracam, by przynieść wam wieści:
Wszystkich pod wami sen wieczysty pieści".
"Kierunek Hawe!" Tak motorniczemu
Naszego czółna. Rozkaz krótki dałem.
Adam wyszeptał:"Ach czemu! Ach czemu!"
. . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . .
W kilka miesięcy potem, jak słyszałem,
Morze pod Soczi, brzegowi górskiemu
Wciąż wyrzucało tych topielców z szałem.
W ten sposób niosła wieść straszliwa fala
O śmierci księżny, ludzi z "Portugala".
. . . . . . . . . . . . . . . . . .. . .
III.
Już niedaleko pięknej Trbizondy.
Od wschodniej strony z gór spływa dolina.
Szumi w niej rzeka zmieniająca prądy;
Żółta, zielona, bura, czasem sina.
W dolinie płyną, falując, wielbłądy.
Sniegi u góry, a na dole wina.
Dolina rzeki długą nazwę nosi:
Nazywa się Abu - wice - daro - si.
To ta dolina front stworzyła mocny:
Górskie grzebienie z obu stron biegnące,
Rano, w południe, wieczorem, w czas nocny
Ziały z dział. Stale ogniem pałające.
Niebawem wzejdzie już dzień Wielkiejnocy.
Nie dbają o to armie wojujące!
Sułtan - stąd broni murów Trebizondy -
Car - chce tam swoje zaprowadzić rządy.
I tak już stoją od kilku tygodni,
Cesarska flota z morza dopomaga,
Mimo to Turcy uparci i chłodni.
Wszak znane Turków męstwo i odwaga.
Na szczytach siedzą zziębnięci i głodni,
Lecz próżno Rusek z nimi tu się zmaga.
Ryczą armaty, trzeszczą karabiny.
Nie! Nie przekroczą tej sławnej doliny.
Trzeba nadmienić, że w mieście mniejszością
Są Turcy. Większość stanowią chrześcijanie,
Od wieków będąc tubylczą ludnością;
Są to przeważnie Grecy i Ormianie,
Islam ich zbytnią nie darzy miłością:
Stałe pogromy i prześladowanie.
To też czekają Rosjan jak zbawienia.
To w położeniu jednak dużo zmienia!
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
...Adam od kilku dni chodzi pochmurny
I już w mej pracy nic mi nie pomaga.
Czy myśl powraca do śmiertelnej urny
I z żalem wspomnień żałobnych się wzmaga ?...
Może na pomysł jakiś: durny, górny....
Głodna w nim kipi do czynów odwaga....
O, nie załamał się mój Adam miły,
Gdyż wiem, że z wiary czerpie moc i siły!
..."Słuchaj! Pojadę dziś na rozpoznanie.
Daj mi z oddziału kilkunastu - starczy!
Powrócę szybko, nim wzejdzie zaranie".
W ten sposób Adam mi pod nosem warczy.
"Ależ jedź z Bogiem, mój kochany Panie"...
... Niebawem widzę na księżycu tarczy,
Która się wschodząc, w morzu przeglądała,
Jak grupka konna wzdłuż brzegu jechała.
Pan Adam powziął ryzykowne plany:
Nad samym morzem wszak nie ma okopów:
Gdzież kopać w wodzie! Ten przesmyk wybrany,
Aby objechać linię gęstą szkopów.
Prawie że płyną... oddział wykąpany...
/Po morzu brnęli, gdy już księżyc snopów
Światła nie rzucał,,bo zaszedł za chmurki/
I nie spostrzegły wartujące Turki!
Teraz już brzegiem dalszy marsz wypada.
Na prawo morze - z lewej strony skały,
Tam bisurmany! Ale trudna rada.
Widocznie straże przemęczone spały.
Już wkrótce miasto! Wtem jakaś gromada...
/A ranne zorze już też powstawały/
Czernieje w dali - co najmniej stu chłopa!
Adam z patrolem ze skały galopa -
---------------------------------
Szkopów - pogardliwa nazwa wroga
Stają w ukryciu i jak ryś czekają...
No, bo cóż robić! W ogóle spóźnieni,
Bo jakże wracać nawet teraz mają,
Gdy już niebawem dzień ich opromieni!
Powziął decyzję: uderzy na zgraję
I marsz oddziału w panikę zamieni,
A wówczas w lewo już w góry da nurka!
Tam wszak się znajdzie jakiś wąwóz, górka,
W których do zmroku ukryć się wypadnie;
Wtedy już jasne: da capo al fine!
Tak myślał Adam, patrząc się dokładnie
Przez swą lornetkę na morską dolinę,
Leżąc na skale: "Co!" szepnął bezradnie.
/Bardzo zdziwioną musiał zrobić minę/.
, . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Ale lornetka Zeissowska nie myli:
Na czele konnych trzej /oficerowie/
A w górze biała chorągiew się chyli...
Dziesiątki pytań wirują mu w głowie:
"Skąd się tu wzięli ? Jak mnie wypatrzyli ?"
Lecz, gdy wciąż nowe pytania się rodzą
Tamci powoli, stopniowo podchodzą.
Teraz w promieniach słońca jasno widzi:
To nie jest wojsko! To sami cywile!
Grecy, Ormianie, Karaimy, Żydzi -
I w meloniku konny!!! Już za chwilę
Podeszli. "Czy los ze mnie szydi."
Zamiast ataku, wszak bardzo niemile
Bezbronnych ludzi napaść...Lecz czas pili:
Z kryjówki swojej z "Hurra" wyskoczyli.
----------------------------
da capo al fine - od początku do końca. Czyli tą samą drogą trzeba będzie wracać spowrotem.
Określenie aroganckie wyglądu /ros./ /wyjaśnienie do str. 16/
... Tłum na kolana i gwałt się podnosi.
Adam swych ludzi w pędzie zatrzymuje:
"Kto wyjesteście?" po rosyjsku głosi.
Konny - melonik z swego łba zdejmuje,
Gęba golona /"Co o cegłę prosi"/.
Z flegmą bezczelnym tonem zapytuje:
"Do you speek Englisch". "O bestio złowroga."
Czy mam przed sobą idiotę, czy też wroga?!..
Szczęściem Pan Adam angielskim też włada.
Pan w meloniku w siodle się poprawia:
"Jestem konsulem U.S.A" powiada,
"Oni mnie proszą, bym za nich się wstawił
U wojsk rosyjskich, aby żadna bieda
Ich nie spotkała. W nocy pozostawił
Turek pozycję i cofnął się frontem
Na zachód. Już jest hen, za horyzontem".
Adam wyciąga z swej kieszeni chustkę.
Smiać się? czy płakać?! Boć z tego wynika:
Chytrze się skradał w niebezpieczną ... pustkę!!!
Zaś ma przed sobą tylko..... URZEDNIKA!
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
"Frałow! Sarkisow! prowadzić tych ludzi!
Aż hen do sztabu! Mów, że ja posłałem!
A reszta ze mną!"... Tentent góry budzi,
Piasek, kamienie kryją oddział wałem.
Podkowy dźwięczą, a wichr twarze studzi.
Do Trebizondy pędzi Adam cwałem!
Zdobyć stolicę - toć to rodzaj święta!
Będzie "Trapeza" przez Polaka wzięta!
Jak orkan burzy pędzi przez parowy:
Jak piorun z nieba wlata do świetlicy;
Jak błyskawiczna myśl wytryska z głowy -
Tak Adam wleciał do pięknej stolicy.
Niespodziewany tu widok i nowy:
... Perskie dywany wzdłuż całej ulicy,
Deszcz róż z balkonów pada na Adama,
Z kwiatów pomarańcz tryumfalna brama!!
Tłum na chodnikach, w oknach i na dachu
"Zitto" tak huczy, że aż powstać rysy
Mogą na murach. Gołębie z przestrachu
Wzlatują w nieba. Oni, jak tygrysy,
Hukiem zdziwione, wstrzymane w rozmachu,
Zwalniają tempa. U góry: cyprysy
I minarety... Zdziwione ich lica...
"Kogo dziś wita tak nasza stolica."
Już wolnym stępem jedzie konno Adam.
Tłum swe okrzyki powitalne zdwaja...
W rynek wyjeżdżają - tu kwiatów kaskada
Spada na głowy zdobywców. A zgraja
Ku Adamowi ciśnie się, gdyż rada
Być jak najbliżej. Koń już się oswaja
Z tłumem i krzykiem. Radość wprost szalona!
Ludzie całuję zwycięzcy strzemiona!
Plac tak nabity ludzkiemi głowami,
Że się wydaje, z konia patrząc wkoło,
Że brukowany jak kociemi łbami.
Adam przemawia do tłumu wesoło:
Rad, że się znalazł między chrześcijanami,
A niechże wiedzą wszyscy tu wokoło,
Że Polak niesie wolności nadzieję
Dla nich! że wszędzie już na świecie dnieje:
Wolności ludów nadchodzą zarania.
Tłum rozgoniony powtarza swe "Zitta".
Entuzjazm wielki. Radości i łkania
Głos coraz częstszy: "Do metropolita!
Metropolita!" słychać wciąż wołania.
Prowadzą konia: Dom. Przed domem świta
Greckiego władzy. Wychodzi Egzakcha
W złoto ubrany jak wschodni monarcha,
Zitto - po grecku: wiwat. - niech żyje!
Jeśli Adam Mickiewicz napisał: "usta krowy", to można napisać "lic cyprysów i miretów".
I błogosławi przybych: "Witajcie!"
Wy, co wolności niesiecie pochodnie!
Wejdźcie w me progi i możność nam dajcie
Przyjąć was szczerze, serdecznie godnie!"
Weszli. Przyjęcie rzeczywiście wschodnie.
Nakryte stoły. Na tachtach wygodnie
Proszę zasiadać. Lecz Adam już pili,
Wszak niemożliwe czasu tracić chwili!...
I rzeczywiście już z zachodniej strony
Słychać trzaskanie salw karabinowych:
"Turcy podchodzą! Tam popłoch szalony!"
Wbiegając woła jakiś przybysz nowy.
Adam na konia. Pędzi dla obrony
Zachodniej części miasta. Wnet gotowych
Do walki Greków i Ormian znajduje.
Milicję miejską natychmiast formuje.
I na tym stole: - "Trapezie" odwiecznej,
W basztach, co Rzymian już Persów znają,
Wybiera schrony dla wojsk swych bezpieczne.
Stamtąd do Turków, broniąc się, strzelają.
To dekoracja poprostu bajeczne:
Zamierszchłe czasy się przypominają!
Zamek znów ożył obrońców gromadą:
Dumnie się broni, rycersko, z paradą!
Turek, stwierdziwszy, że już Trebizonda
Ządzą wolności i ogniem ożyła,
Choć z nienawiścią na miasto spogląda,
Cofa się wolno. I znowu zawyła
Ludności masa okrzykiem radości, że: "On dał
Nam wolnośći! Zitto! Niech żyją Polacy!!!
Znów huczna śmiałość wroga zwyciężyła
Tak to bywało, mój Panie Ignacy!..
*
* *
... Skandal okropny! gdyż pięć generałów
Na "front przymorski" przybyło w tym czasie.
Całe to bractwo wszak poto zjechało,
By Trebizondę zdobywać! To przyda się!.
Bo prawo z góry już temu nadało
Order Jerzego w górnej drugiej klasie, 1/
Który stolicę wśród wojen kurzawy
Zdobędzie. Taki już jest godzien sławy!
A tu, cwałując, wraz, w sztabie Liachowa
Zjawia się Adam w swej polskiej bekieszy.
Jakaś wiadomość z bojów widać nowa,
Więc mu adjutant drzwi otworzyć śpieszy.
Staje na baczność Adam; krótka mowa
Rzekł: "CZEŚĆ IMIEJU DAŁAŻYT TRAPEZUND
MNOJ ZANIAT"! sobie rzekł: "Żem JA zajął-to grunt!"
W siwej czerkiesce Liachow stał przy stole.
Surowo patrzy, lecz uśmiech pod wąsem:
"Mówiłem Hrabii:"Nie na frontu czola
Są pańskie sprawy - na tyłach!" z przekąsem
Wyrzekł. Zaś pewnie pomyślał: "To wolę
niż żeby moi przełożeni z dąsem
Konkurowali o wzięcie stolicy!
A tak ten "JERZY" w ten sposób jest NICZYJ"!
Tak, tak, mój synku! Tak Panie Ignacy!
Na wszystkich stopniach: "konkurencja - żmija"
Chce wykorzystać owoc cudzej pracy
I potem z pcyhą ogonem wywija.
Karjerowicze w każdym polu tacy.
Niech Cię zderzenie z takiemi omija!
Tu, w tym wypadku Liachow miał zasługi,
Nie przełożonych jego ogon długi.
A Pan Sulima miał przez te zdarzenie
Na całe żyie - przepiękne wspomnienie!
*
* *
-----------
1/ Statut kawalerów Krzyża Św. Jerzego przewidywał za wzięcie stolicy stopień Krzyża Św. Jerzego II klasy /25 -m licząc od dołu/.
Ktoś potem zrobił wyznanie mi szczere
Że Wielki Książe słysząc o tej sprawie
Chciał dekorować "Georgia" orderem
/Lecz piątej klasy/ Adama; i prawie
Tak by się stało. Lecz robił karierę
Polak, szef sztabu, pływający w sławie.
On się sprzeciwił w sposób obcesowy
Twierdząc: "Sulima nie jest zawodowy."
Ach wy: Volksdentsche i inne ślimaki!
Co wy robicie? Mówcie! - po co? - na co?!
Czyście doprawdy tylko nędzne ssaki
Nie zdolne zająć się szlachetną pracą?.....?
Tak, jest różnica: "POLAK" i... "POLAKI"!
Wszystkim będziecie, jeśli wam zapłacą
Bo wasza dusza jest na PIĘKNO głucha
Nie wyczuwacie NIC - Polskiego Ducha.
Biedni! przejrzyjcie: Co to za wspaniałość
Wzrok ku zenitom mieć wciąż wytężony,
Wzbogacać Duszę, nie bacząc na ciało,
Apostołując na wsze świata strony,
Że MIŁOŚĆ BOGA - BLIŹNIEGO to całość
Aby osiągnąć niebaińskie korony.
Po co się tarzać w podłych czynów błocie,,
Gdy można doznać szczęścia w górnym locie.