Prawdziwe historie z życia Adama Remigiusza Grocholskiego (1888 - 1965) - syna Tadeusza, spisane przez niego wierszem dla własnych dzieci. Dla Michała Tyflis, czyli filozofia zurny -IV- Tyflis, czyli filozofia zurny. Przedmowa. Witam Cię, Synu! Mój drogi Michale! Wszak twoja kolej, abydm dziś w sonecie, Dźwięcznej oktawie, albo w madrygale, Nową wyśpiewał opowieść. Lecz przecie O rym nie stoję. Wiedząc doskonale, Że treść, nie forma, ma być pierwszą w świecie, Piszę poprostu!ot tak, jak się trafi. Powiem Ci sekret: Jak człowiek potrafi. Z tej opowieści, dla Ciebie pisanej, Dowiesz się o tym, jak światem wojna Wybuchła nagle; jak-em pierwsze rany Otrzymał w bojach; Bohaterów rojna Gdupa tu stanie. Z nich jeden, wybrany, Dłużej uwagę zatrzyma. To zbrojna Brać będzie. Jednak zauważ, choć wiele Łączy ich w życiu, różne mają cele. Tak. Bo na świecie wszak zawsze tak bywa, Że, "Każdy sobie swoją rzepkę skrobie", Lecz chodzi o to, by w duszy prawdziwa Tkwiła treść ku jej pięknu i ozdobie. Często marnuje się w nas siła żywa, Jeśliś cel mały obrał w życiu sobie. _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ Z Tobą obszerniej pomówię w tej sprawie, Bo, że tak czujesz, wiem na pewno prawie. Tyś, od najmłodszych lat, drogi Michale, Zdradzał do myśli poważnych skłonności. /Rodzice wiedzą przecie doskonale, Bo ich nie myli nigdy wzrok miłości./ Mimo dowcipów, częstokroć w zapale, Badasz już głębsze życia zawiłości. Nic nie mam przeciw: To nie katastrofa, Gdy Michał wzrośnie nam na filozofa. W s t ę p. Wrzało jak w ulu w całej Europie, Gdy w Sarajewie zginął Arcyksiąże. Zbierano wojska i ostrzono kopie, Wiedząc, że śmierć ta już się z wojną wiąże. Intrygi "Hien" co pracują w ropie, I tych co złoto w mafie raz zawiąże, Parły do walki, gdyż tej rzezi skutki Sycić ich miały, choćby na czas krótki. Wojny też jednak pragnęły narody, Uciemiężone, żyjące w niewoli. O wojnę prosił Polski naród młody, Cierpiąc w wiekowej, straszliwej niedoli. Również robotnik i chłop bez zagrody, Widzieli w wojnie zmianę ciężkiej doli. Przeto nadzieje w przeszłość straszne biegły Tych, którym drogi był byt niepodległy. Czyż "Lepsze" - tylko z nieszczęścia się rodzi? Czy w nim wyłącznie poprawy nadzieja? Czyż tylko upust krwi - żądzę ochłodzi? Spory uciszy - burza i zawieja? Czyliż jedynie obawa powodzi Sumienie zbudzi w złej duszy złodzieja? Innych dróg nie ma dla ludzi, co wmęce Wciąż wyciągają ku wolności ręce? Nie, tak źle nie jest. Mogłyby narody Warstwy i klasy, zespoły i stany Współdziałać z sobą, żyć pod znakiem zgody, Gdyby nie różne nowe pseudo - Pany Mącące w celu zysków czyste wody; Wojen zaborczych snując ciągle plany; Nie chcą dopuścić, aby prawa Boże Zapanowały! Dla nich to obroże! Kiedy w nich furia pożądania wzbierze, Za nic im prawo! Za nie bojaźń Boża! Z diabłem by nawet zawarli przymierze! Postrach rzucają na lądy i morza. Gdzie but ich tąpnie, tam trawa nie rośnie. Tak butny Prusak bluźni ludów wiośnie. Królestwo Boże nie wedle ich planów, Gdyż wówczas prawo rządziło by przecie. A tacy pragną mieć stado baranów, Dozwolonych rabów z wszystkich ludów w świecie. Im jest potrzebna walka klas i stanów, By pokłóconych bić batem po grzbiecie. I ta-k trwać będzie wśród ludzi, dopóki Życie nie wchłonie Chrystusa nauki. "Ach, to ideał, lecz nieosiągalny," Okrzeka wielu niezłych ludzi, Taki wykrzyknik, częsty i banalny, Litość jedynie wśród wierzących budzi. Ten głos niewiary - w skutkach swych fatalny - Łamie i niszczy; zapał święty studi, Gdyż oni nie chcą pojąc, lub nie mogą, Że miłość bliźnich jest jedyną drogą. I że możliwe jest Królestwo Boże, O ile Boże przyjmiemy zasady Dla Praw ustali. Zbójom wyrwać noże I nie dopuścić do ludzkiej gromady Wpływów głoszczących, że wiara obrożę Nakłada ludziom! Nie-ma innej rady! Lecz przedewszystkim: jeśli chcesz być w niebie: Tu bądź człowiekiem - więc zacznij od siebie! Mówiłem: wrzało w całej Europie /Ja do Tyflisu właśnie przyjechałeś/ Już się paliło na zachodnim stropie, A Turcja też się zbroiła z zapałem. ... W pragnieniu walki, jak mucha w ukropie, Wiłem się ciągle: rozkazów czekałem.- Że prócz czekania zajęcia nie było, Więc z kolegami jadło się i piło.- W pewnym Duchanie siedzimy zebrani ?przyszli "geroje" i bohaterowie/ Szalikoszwoli, Eristow, Dadiani Trójca Gruzinów,a prócz nich panowie, Sołtan, Radziwiłł imieniem zbratani, Gdyż obaj zwali się Stanisławowie. Leon Godlewski, i Sulima Adam - - /Drogie wspomnienia, z których się spowiadam/ - Krótką znajomość zawrzeć wszak należy Z każdym z tych panów, więc: Szalikoszwili: Brunet, nos orli, a pod nim wąs bieży Kruczy. Łuk brwi się jakby złączyć sili. Mina marsowa. Na wysokość mierzy Metr siedemdziesiąt. Już od pierwszej chwili Poznania obaj wyczuliśmy zaraz Że się zrozumieć - to żaden ambaras. Był oficerem w gwardii pułku konnym, A w szkole Paziów pobierał nauki, Lecz w Petersburgu czuł się jak bezdomnym, Tęsknił za Gruzją, a wojennej sztuki Uczył się z myślą /A nie był zbyt skromny/, Że jeśli nie on, to choć jego wnuki Dożyją kiedyś tej szczęśliwej chwili, Że Carskich zgnębi wódz - Szalikoszwili. Nic więc dziwnego, że wzajem zapewne /Zwłaszcza że młodość łatwiej myśl swą zdradza/ Wnet wyczuliśmy dążenia pokrewne. Bardzo postawny; równo, prosto chadza. Sprężysty w ruchach; lubi piosnki rzewne, Ma pewność siebie, którą daje władza Z rodem związaną. Taki był mój Dawid. Zobaczysz potem, jak kniaź ten się wsławi. Erystow - panicz chowany w stolicy. Ojciec-z Gruzinów, a matka Rosjanka. Nie pijał wody z najczystszej krynicy. Szampan, Salony, libacje do ranka I samochodem spacer w okolicy; A do południa zasłania firanka Sypialni okno. Taki to gagatek. Dbały o dobór swych londyńskich szatek. Inteligencją jednak nie przeciętny I oczytany też w literaturze. Względem spraw kraju całkiem obojętny, Ale uczciwość miał w swojej naturze. Przystojny, zgrabny, często bywa smętny, Raczej znudzony. W towarzystwie miły, Więc go koledzy i panie lubiły. Książe Dadiani - sympatyczny chłopak. Ot, prosto z mostu. Nie wyjeżdżał z Gruzji. Charty miał ładne. Wszystko brał na opak, /Nigdy by żadnej nie pojął aluzji/ Specjalność: picie, lezginka i tropak. Też do gołębi celne strzały z fuzji. W niżegorodzkim pułku oficerom Był już dość dawno. Władał rewolwerem. Stanisław Sołtan... O, druhu mój miły! Czyż zmogłem myśleć, że chwila nadejdzie, W której jedynie wspomnień będą biły Dzwony o Tobie! A Twój duch odejdzie W zaświaty! Piękność i wewnętrzne siły Zamarły z Tobą i plon z nich nie wzejdzie. Nie! Duch Twój żyje i blask jego cały Istnieje nadal, lecz już doskonały. Książę Stanisław Radziwiłł w tym czasie Stawił się również do wojska wezwany, W pruskim mundurze, kozackim lampasie, Chodził już przedtem, a teraz ubrany W czerkieskę czekał rozkazów w "zapasie". Każdy z nas wiedział i był przekonany Że wnet odejdzie do swojej formacji, To też korzystał z czasowych wakacji. Staś właścicielem był wielkich obszarów: Pozahoryńskie, ordynackie lasy Doń należały. Ze sferą ogarów Wyprawiał łowy, pomne po wsze czasy, Na dziki, rysie. W wrześniu wśród oparów Wab łosi. Kaczek na sadach też masy. Staś - magnat skromny, z czasem w wojsku sława Męstwem podobny był do Bogusława. Również nawykiem do życia wygody. Lecz Polska była dla niego żywiołęm. Czego w rozmowach dawał mi dowody. Serdeczna przyjaźń związałą nas społem I jak kunacy leliśmy wnet wody Na szable. Lecz los się tragicznym kołem Potoczył... Zginął już w dwudziestym roku.... Szlachetny, pański i pełen uroku. Panie Leonie! Uśmiech usta krasi, Gdy Cię wspominam również w tym opisie. Patrz! Poginęli przyjaciele nasi I tylko ma dwaj pozostaliśmy się! Niech Ci to jednak humoru nie kwasi Wiesz? Mam wrażenie, że my jak dwa rysie, Na łowach zdradne lekceważąc lapy, Stale spadamy spowrotem na łapy. Leon Godlewski, to syn generała Rosyjskiej służby. Szlachetna rodzina, W której znicz Polski żywym ogniem pała. Matka - trzy córki - jedynaka syna Już, będąc wdową, tak wychowała. Leon - to drogi, starszy mój kolega Z ławki liceum. Wkrótce dobiega Pół wieku naszej bliskiej znajomości. Zjedliśmy z sobą dobrą beczkę soli Wśród tarapatów życiowych. Więc gości W nas tyle wspomnień z naszej wspólnej doli. Łączy nas wielkie uczucie miłości Naszej Ojczyzny, gdy była w niewoli.... Tak, mój Leonie, czas nam prędko leci! Ufam, że przyjaźń złączy nasze dzieci Adam Sulima - z kolei statni, Choć mu najpierwszą należy się karta. Lecz wobec tego, że ten duch mój bratni Wraca tu stale, jak postać uparta, Która się zjawia w salonie i szatni, W lasach i polu, a którą i warta Nie zdoła ustrzec i w więzionnej celi, Więc ją wciąż tutaj będziemy widzieli. § II Rozpocznę tedy me opowiadanie: Siedzimy wszyscy koło wspólnej miski W spomnianym wyżej, sławetnym Duchanie I opróżniamy butle i półmiski, Nieraz zostało nas tutaj zaranie.... ... Nagle ode drzwi dochodzi głos niski Jakby z ściśniętej wychodzącej krtani. I do pokoju wpada kniaź Dadiani. "Wiecie, od Turcyi już również się pali. Wracam ze służby, wprost od namiestnika. To nie za tydzień, lecz jutro najdalej Wybuchnie wojna." Podkręcił wąsika: "Myśmy z Büllerem w pierwszej sali stali, Nie było wówczas z nami pułkownika, A od Hrabiego wychodzi Dżunkowski Z twarzą zmienioną, pełną szczerej troski. Z Domierszczykowem, co czekał w salonie Zaczął coś szeptać i widzę wyraźnie, Jak pan dyrektor potarł obie skronie I mówi szeptem: "Damy turkom łaźnię." Jeśli tak mówił, to widać już płonie I zobaczycie, że ja się nie zbłaźnię. A więc jesteśmy w przededniu wojny... Nareszcie! Teraz już jestem spokojny!" "Dzisiaj czytałem, "mówi pan Godlewski, "Calutką prasę, a była obszerna. Wertując pisma od deski do deski Przyznać musiałem, że postawa bierna Jest wykluczona: Kurjerek Odeski Przyniósł do biura radca Himmelstierna, Wskazał mi zdanie przedwczoraj pisane: "Zerwanie z Turcją już zdecydowane." "Nieznane jutro w ot przed nami stanie W całej swej grozie", mówi Staś Radziwiłł "Ale co będzie w górach, w Dagestanie. Jabym się wcale, a wcale nie zdziwił Gdyby tam nagle wybuchło powstanie." - Krystow usta pogardliwie skrzywił: "Co! może bunty będą na Kaukazie?! Przewiduje wszystko lecz nie to na razie. Nie przesadzajcie. Tu wszędzie spokojnie I cicho będzie. Wszak mobilizacja Młodzież zabrała. A starzy o wojnie Myśleć nie będą. Zresztą co za racja? Wszak im tu dobrze: Rosja zawsze hojnie Co mogła, ludom rozdawała. Akcja Powstańcza w górach - to pewna przegrana. Wspomnijcie tylko losy Selim Chana." "Tak, wojna z Turcją jest nie unikniona, Podchwycił Sołtan, i tu rozgorzeje. A wieluż do niej otwiera ramiona, Widząc w niej dla się jedyną nadzieję. Z tą wojną wiele mar przeszłości skona. Gdyż nowy wiater wśród ludzkości wieje - Ja przewiduje upadek nauki, - Wielkie przewroty, rzezie, zanik sztuki, Zdegenerują poezia, malarstwo Też inne muzy a nawet po wojnie Będzie się jedno panoszyć paskarstwo. Ludy wystąpią przeciw sobie zbrojnie Budując jedno nienawiści carstwo." ...Kochany Dawid, Jak zwykle dostojny, Powstał i ręką kindżał swój poprawia, Zwrócił się wkoło dumnym ruchem pawia: "A więc ruszymy" rzekł Szalikewszili, "Niech raz się skończy to czekanie wreszcie. Mnie już do boju tęskno moi mili! Wszak lepiej w polu, niźli w dusznym mieście. Ja też słyszałem, że w najbliższej chwili Wybuchnie wojna i tutaj nareszcie. Ach, powiedz proszę drogi mój Sulima Wszak piękniejszego nic nad wojnę nie ma!" Sulima spojrzał po siedzących wkoło. Mimo że często wspominał o wojnie, Teraz wygląda jakoś nie wesoło. Widać, że myśli krążą w głowie rojnie. Potarłszy ręką swe wysokie czoło, Wina się napił i odrzekł spokojnie: "To straszne! Ile to nieszczęść, łez wszędzie, Zła, grzechu, nędzy, w całym świecie będzie," "Co?.. Wszyscy razem jakby jednym głosem. Huknęli: "Jakto? Ten, co prawił stale, Że bój i wojna - jego życiem, losem Że w walce tylko czuć się doskonale Będzie oświadcza z udanym patosem Że wojna straszna?!.... Dajże spokój! Wcale Tak źle nie będzie. Wszak wstąpisz do wojska. W walce się wsławi twa dusza mołojska! "....Czyż chce się cofnąć?... Ileż razy, ile! Wmawiał w nas wszystkich i to od tak dawna, Że czeka tylko na tę wielką chwilę!... To byłby zawód! No, i rzecz zabawna... ...Jak... wojna różne sprawy co zawiło Przedstawiały się - wyjaśnia... To dawna i znana prawda: brzęk rycerskiej zbroi Pieści słuch tego, kto się jej nie boi." Ostatnie zdania jedynie szeptano, Albo je tylko każdy myślał w sobie. Już się ściemniło, więc świecie podano. Ja plan wieczoru w roztargnieniu robię: Czy tu pozostać?.... Wówczas nawet rano Tu nas zastanie. Dwie wizyty... Obie Dosyć banalne... Wrócę do hotelu, Książkę przeczytam, zasiadłwszy w fotelu. Wstaję, by żegnać czcigodne zebranie. "Dokąd odchodzisz?! Cóż to ze metody! Zostań! Spotkamy tutaj dnia zaranie, A pić będziemy wszystko oprócz wody. Posiedź więc z nami. Nic Ci się nie stanie! Odrzucam wszystkie preteksty, powody, I z góry twierdzę, że ich wcale niema." Tak wołał głośno pan Adam Sulima. "Ale słuchajcie! Oba Stanisławy Nieznają jeszcze dźwięku naszej zurny. Obaj niedawno przybyli: z Warszawy Jeden, a z Podola drugi. Niechaj górny Nastrój wywoła dźwięk jej pełen wrzawy! Zwołajcie zurny, potem Kinto durny Coś nam opowie; a lezgińka wkońcu! Tańczyć będziemy o wschodzącym słońcu." Taki to program kreśli nam pan Adam, Choć co dopiero był taki ponury. Więc pod przymusem znów wśród nich zasiadam I obserwuję, co spędziło chmury Z czoła Sulimy. Uważnie go badam, Gdyż lubię ludzkie poznawać natury. A że Sulimę znałem bardzo mało Mam więc okazję teraz doskonałą. Dlaczego przedtem o wojnie wciąż prawił, A dziś, gdy wojna już stoi u progu Przygasł zupełnie, wnet się znów rozbawił Myślą o zurnie?!......"Proszę, Graf. Jej Bogu! Czemu pan wino w kieliszku zostawił?! Teraz pić edziem po Kaukazku - z rogu." Tak mnie Dadiani zachęca do pracy. I ruch się zaczął - Bawią się kunacy! § III. Już hen, za góry słońce się chyliło, Krwawiącą łuną malując niebiosa. Koniec dnia tętnił jeszcze większą siłą, Nad przepaściami zawisł opar - rosa. Ptactwo ostatnie swe piosniki nuciło, Wyraźnie słychać było trele kosa. I tak dzień letni mrużył jasne oczy, Tuląc ich blaski w mgłę, co go otoczy. W chwili najkrwawszej pożogi na niebie, W chwili rozdźwięku wielkiego śpiewania, W chwili, gdy dzwny pozdradzały siebie, Wzywając ludzi do modłów, do spania; I głodny myślał po pracy o chlebie, A noc kaukaska ciszą siat osłania, Ryk jakiś rozdarł ten nastrój spokojny: To wystrzał z działa wył: "Początek wojny." Huk ten roztętnił po górach i lesie, Odbił się echem o pierś skał tysiąca, Wyleciał z boru, nad rzeką się niesie, Wlatuje do wsi, o dzwon wieży trąca. Do okien cichych, z ziemi wzdłuż ścian pnie się, I szybka w oknie zajęczała drżąca, A on wlatuje, jak Kryynia zbrojna I ryczy w Sakli stu echami: "Wojna!" Jak ołowiane chmury, co z przestrzeni Na sklep niebieski zaciągną kotary Mrocznej żołobą zadumany, wśród cieni Grobów cmentarnych, wywołując mary, Aby zwiastować i niebu i ziemi Że burza idzie, że nawet konary Grube niepewne dalszego istnienia- Tak groza wojny zwiastuje cierpienia. I tu, w Duchanie, cisza się rozsiadła. Twarze marsową powagą okryła. Ta cisza piła, paliła - i jadla Za nas przy stole - widać głodna była!... "No, sława Bogu! "Ekslamacja padła... To ksiądz Dadiani wykrzyknął "Precz z ryła Zadumy smutki! Teraz ja was raczę. Hej,! Gdzie muzyka?! Hej, do mnie zurnacze!" Zakotłowało się znowu w Duchanie. Zurnacze weszli i usiedli w kącie. Wino podają, niosą ciepłe danie. ... A w oknie morze krwi na horyzoncie......... ...Zurny i bębny zaczynają pianie: ...Jak sto kogutów chórem o północy. Jakby alarmów rozdzwonione głosy.... Na głowach dębem stają wszystkie włosy. Zurab - mistrz w zurnie, on innym przewodzi. Wstrzymał na chwilę gwałtownie apele. ...Teraz melodią tęskniącą zawodzi..... Potem znów wzywa do wrzasku kapelę. Słychać, że teraz oto jemu chodzi. Aby wyrazić, jak huk dział się ściele Po wsiach i miastach już w gruzach, w popiele, .............................................. Lecz znów hałasy gwałtowne wstrzymuje, Znowu powraca do jęków i płaczu Czy boleść wdowy teraz opisuje? Czy mówi o tym żołnierzu tułaczu, Który przez pola wlecze się... krwią pluje? Czy też o cichym i biednym oraczu, Który, choć wojna ryczy nad polami Znów Bożą ziemię orze, rosząc łzami?.... .... Wtem znów wypada krzykiem, wyciem, wrzaskiem. To już protesty, bunt, mordy, sprzeciwy. Ryczą wprost zurny! Bębny huczą z trzaskiem I słuch napełnia dziki zgrzyt straszliwy... ... Jak o kamienie rzut stalowym kaskiem, Pękł!... Jęk... Zerwanie napiętej cięciwy.... ...To widać Rycerz legł na polu chwały....... ... Orły i sępy ciało rozdziobały. ... Cisza. Umilkły bębny i zurnacze. Cisza grobowa zaległa dokoła.... Lecz się wydaje, że ktoś jeszcze płacze... Jęczy, łka, żęźli, skomli, wzywa, woła. ... A może tylko złowieszczy kruk kracze?........ ... Wreszcie westchnienie smutnego anioła..... ..... Taka zurnaczy nastrojami hojna Była prorocza pieśń - Ryczaca: "Wojna"! ........................................ .... Radziwiłł nie znał tego instrumentu. Pierwszy raz słyszał zurny czar potęgę. Więc od pierwszego osłupiał momentu. - ... Gdy rozwinęła tonów swoich wstęgę, Tak różnobarwną i pełną zamętu, Tarł ręką czoło, aż po siną pręgę. Zaczął biedz wokoło, łapiąc się za głowę: "To rewelacja! To zjawisko nowe!" "Słuchaj!" zawołał, zwracając się do mnie. "Gdyby to słyszał Paryż lub Warszawa, Londyn lub Wiedeń, to by nieprzytomnie Oklaskiwane! W tej muzyce wrzawa, Zgiełk, pisk i zgrzyty łączą się z tak skromnie, Subtelnie tony ujętymi. Sława Tych grajków w świecie byłaby szalona!" I w uniesieniu padł w moje ramiona. A Sołtan podniósł swe oczy gazeli Popatrzył na mnie przeciągle, w zadumie I rzekł: "Przepięknie!".Pośród przyjacieli Jeden wpadł w zachwyt, ktoś nic nie rozumie, Podano wino artystom z kapeli. Znów rogi krążą w przyjacielskim tłumie... ... Swe instrumenty ujęli zurnacze i zurna znowu skarży się i płacze. ........................................... "A gdzie kinteszka? Niech się zaraz stawi!" Woła Dadiani. "Powie nam swe zdanie O Turkach, wojnie. Kto z nas w niej się wsławi. Trzeba mu miejsce zrobić na dywanie." Dowcipniś Kinte wchodzi. Śmiech nas dławi; Na plecach płaszcz ma, jaki noszą panie. Na głowie mycka. Parasol otwarty. Na piersiach wiszą trzy asowe karty. "Haha! Dlaczego masz ten strój na sobie?" Pyta Dadiani. "Do to za pomysły?" A Kinto na to" "Ha, w dzisiejszej dobie Noszę parasol, aby nie wytrysły Na mnie z księżyca gazy. Tej chorobie Dziś już nie wierzę. Kto ma zdrowe zmysły Widzi, że księżyc jest tureckim nowiem, Więc niebezpiecznie! Więcej nic nie powiem." "Dobrze, a poco mycka na łysinie?" -"A czy pany nie wie, kto z wojny korzysta? Wiadomo: żydzi. Pół roku nie minie Każdy z nich rubli będzie miał ze trzysta. Z mycką na głowie przy żydowskiej minie Też się wzbogacę, rzecz to oczywista. A że się kochasz prawie w każdej pani Ma pelerynka też ci serce zrani. I dasz mi rubla na nowe ubranie." -"Dobrze. Masz rubela, ale powiedz jeszcze Na co trzy asy?!!! - "Na przepowiadanie. Czuję, że dziś mam w sobie moce wieszcze: As - wszak to więcej od króla, mój panie. Aż trzech się bije... Nie mogę na reszce I orle znaleźć odpowiedzi. Tedy Asy powiedzą, kto z nich "syn pobiedy". "A jakże weźmiesz się do tej kabały?" Kinto:"Wszystkie sposoby znam ja doskonale. Do tego proszę kielich z winem mały." . . . . . .Dano mu kielich. . ."Dziękuję wam, ale Musi być pusty. Bogi już tak dały, Więc muszę wypić... A teraz podpalę Wszystkie trzy asy i w kieliszek włożę. Który ostanie, temu Bóg pomoże." Palą się karty, on je w kielich wkłada. Spłonęły wszystkie! As pik, trefl i karo. Kinto wzburzony woła:"Co za zdrada!. Jestem idiotą! głupcem! i niezdarą! Nie pilnowałem! No, to trudna rada! Jutro przyniosę jakąś talię starą I znów wam wróżyć będę od początku. Może się w wróżbach doszukacie wątku. Wybaczcie, dzisiaj mi się nie udalo... . . . . . . . . . ......Wiem,że Dadiani nie uchwycił wątku, Lecz towarzystwo całe zrozumiało," Kintro niewinnie usiadł sobie w kątku. Dadiani wołaa :"To mało, to mało! Wszak umie śpiewać. Dawać tu Kintochę! Masz ten kieliszek. Wypij jeszcze trochę. Pieśń Kinte. Czarne kruki krążą wszędzie, Nadleciały z czarnych chmur. Wkrótce ciemność większa będzie Z mgieł, płynących z szczytów gór. Burza, burza mrocznym dąsem Opadając,zbliża się, Zciemnia dale martwym pąsem, Chłodnym wichrem trupie dmie. O przeszłości! Skłaniasz głowę Pod krzewami złotych pól! Strasznez dla cię czasy nowe?! Straszy cię idący ból?!! Chcesz uniknąć tarć i zgrzytu Lękiem cię napełnia mrok Snów burzliwych z górskich szczytów!!.??.. Jeśli tak, to precz! na bok!... ...Wezmę moce burz miast kumy. Bratem będzie grom, co grzmi. Piorun - koniem będzie dumy, Która w sercu moim śni. Wichry będą współwojacy Drogą grzbiet spienionych wód! Towarzyszyć będą ptacy Hasłom: NICOŚĆ! PODŁOŚĆ! GŁÓD! Ziemię pędem przelecimy, Rwąc korzenie, wznosząc kurz, Waląc domy, łamiąc trzciny! Zbałwaniając fale mórz!! ........Pozrywamy wszystkie groble Stawów martwych - które śpią! . . . . . . . . . . . . . . . ........Zalejemy pola krwią! Niechaj żadna ludzka dusza Nie wałęsa się wśród pól!! Niechaj serce............. Zmiażdży: strach, nieszczęście, ból!! Naszą pieśnią będzie wycie: Burz, orkanów, gromów grzmot, Psie skomlenie. W wściekłym zgrzycie, Klątwa tych, co zrani grot....... .....Śmierć!...Ty będziesz leczyć rany, Zadawane stworom wszem!... .....Grabarzowi - huragany!!! Cel nasz: - Miłość w podłem, złem!!! .. . . . . . . . . . . . . . . . . . ........Wówczas przyjdź i ty sam czarcie!! Będziesz u mnie dusz pasterzem!!!..... ........Damy tobie jako żarcie: ......Zgniłe ciala!...... Skończył. Kompania cała oniemiała. Lokal Duchanu od dym aż siny. Alkohol także potrochu już działa. Co śpiewał Kineto ? Czyje chce mścić winy? Czy gorycz nędzy tak w nim rozszalała? A może z panów stroił sobie kpiny?....... . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ... Ale żurnacze znowu coś zagrali........... ... Wschód za szybami już się krwawo pali. § IV. Świta . Nie warto już iść na spoczynek. Część bractwa musi być wcześnie w szwadronach. Szalikoszwili ma dziś pojedynek. /Jest świadkiem/. Inni w biurokracji szponach. Więc też jauż z rana muszą swój budynek Służby"odnaleźć". Kinto po ukłonach Na wszystkie strony, wydzedł już pasz-Kieszem... ... Zaduch. Dym. Można już orać lemieszem. ......................................... Ale to takie odwieczne zwyczaje, Że gdy na ucztę zbiorą się żołnierze, W zaduchu, dymie o świtaniu, baje Ktoś, co na sercu przypadkiem się zbierze. Wówczas: ten drzemie, inny znów udaje Że słucha pilnie, rozczula się szczerze.... Lecz często również i ważniejsze sprawy. Są poruszane pod koniec zabawy. ... "Ale ten Kinto to typ nieprzeciętny!" Powiada Sołtan. "Ach, w Tyflisie przecie Są różne męty. I ten, choć natrętny, Bawi mnie czasem. Tu w każdym powiecie Jest takich sporo. Choć brudnym, i wstrętny, Ale dowcipnie czasem coś naplecie. Znam go już dawno." Tak książe Dadiani Kinta określa. "A ja, Takich drani Oddałbym zaraz w ręce policjanta." Mówi Erystow. "Nie podoba mi się Ton jego dowcip. Jakiś rodzaj franta Podejrzanego. Uśmiechy ma lisie. Udaje widać Shakspear'a, czy Danta! A wypowiada swoje widzimisię Mocne czerwone!! Socjał - demokrata, Lub anarchista napewno, do kata!" "Jakiś żar dziwny pała w jego duszy" Mówi Godlewski. "Zauważyliście, On jakąś przeszłość potępia i kruszy. O rewolucji mówił oczywiście. Gdy śpiewał, że świat z piorunami ruszy. Połamanie dęby i trzcinowe liście.... ... To musi sztuka być mądra, zajadła, Do stóp się chyli, a sięga gardła." "Lecz co tu mówić. Jest tyle zła na świecie, Wszystko wymaga gruntownej naprawy. Obecna wojna wiele rzeczy zmiecie. Wiele nowego również z krwi kurzawy Powstanie. Choćby, /co wszyscy czujecie/, Skończyć się musi ten okres nieprawy, Oburzający ciemiężenia ludów. My doczekamy wielkich przemian, cudów." "Sołtan jak zwykle, trochę socjalista." Mówi Erystow, "Przecież, mój kochany! Teorja twoja o narodach mglista. Czyż chcesz, by Gruzja i Azerbejdżany Litwa, Estonia, /a długa ich lista/ Państwami były?! Wszak los opłakany Spotka ich wkrótce. Muszą wszystkie razem Być połączone pod carskim rozkazem. Wszak chodzi właśnie i jedynie o to, By Europa nareszcie przejrzała, By nie zadawać się z drobną hołotą! Zaś aby Rosja potężna, wspaniała, Złączyła wreszcie wsze narody poto, By przed nią cala Europa drżała. W tym jest jedyna gwarancja pokoju. Nie w samodzielnym drobnych państw ustroju." "Tak samo - Berlin twierdzi" Rzekł Mondziwiłł. "Cesarstwo Rzymskie - toć koncepcja stara. I on by chętnie ludzkość uszczęśliwił, Ale sam jeden! - wszystkim innym wawa! A wy, narody słuchać! - To wątpliwi Są dobroczyńcy. Polska trzech ich naraz Posiada. A my, Polacy w tej wojnie W trzech armiach naraz wystąpimy zbrojnie: Brat przeciw bratu! Czy; to nie ochyda?".... "Przyznaję. Współczuć trzeba wam Polakom, Lecz się w niedoli dobra rada przyda I to powtarzać winniście rodakom,: Że nie w ramionach Niemca albo Żyda Zbawienie wasze. Wbrew wszystkim oznakom Znajdziecie zawsze w Rosjaninie brata Podporządkujcie się jednak do kata! Zresztą narody! Cóż to jest w istocie? Wszak to abstrakcja! Star politykierów! Stado żab siedzi sobie w jednym błocie I kult uprawia własnych bohaterów, Wszak separatyzm wszczepiają hołocie! A im dać trzeba tylko trochę żaru! "Panom-circenses." To dosyć dla tłumu A knut nauczy opornych rozumu. Wszak każda partia - też ideą kusi: Twierdzi, że ona wszelkie zło ukróci, Lecz ten bałagan ustać wreszcie musi, Próżno się tylko ludzi bałamuci! Narody, partie, znikną w wielkiej Rusi I nikt historii koła nie odwróci! Lecz solidarność pozostanie w cenie; Jedynie silni będą na arenie." Ersytow skończył. Uważniej pan Adam Od innych słuchał. Ale niecierpliwie Brew marszczył w gniewie: "A ja ci powiadam, Że się teorjom twoim bardzo dziwię! Gdziesz tu logika?! Pytanie ci zadam: Narodów nie ma?! Ale w ich ogniwie Jest jednak Rosja, która wszystkie wchłonie A więc nie warto kłopotać się o nie?! Lecz czy to słusznie, gdy jeden lud dusi Dziesiątki innych; gdy grabi ich mienie; Paczy ich serca a ci = ślepi, głusi, Mają zaprzedać swe dusze, sumienie?! Wszak Imperializm raz się skończyć musi. Toć on wylewa krwi i łez strumienie! ... To są teorje waszej czarnej sotni, Kłam im zadadzą głodni, bezrobotni....! ...Mimo, że miejsce nie bardzo ku temu, Proszę posłuchać, Oto wykład mały: Jak żyje człowiek? /Koniecznie samemu Pojąć to trzeba. Wszak nieba to dały/ Hołdować mamy życiu nie jednemu, Lecz coraz wyższe poznać ideały, Gdyż każdy człowiek żyć ma w sobie: cztery! W nich coraz wyższe osiągając sfery. Człek w pierwszym życiu żyje jak ROŚLINA. Celem w nim: BEZWŁAD W RUCHU CIĄGŁY PRZETWORZYĆ. Patrzcie, jak sok się z ziemi w górę wspina W każdej roślince. Musi ona SPOŻYĆ MATERIE jak to: woda, ziemia, glina, Powietrze, rosa, by do kwiatu dożyć. Jeśli nakazu tego nie wykona, Jeśli zbyt słaba - to zwiędnie i skona. Jaką roślina ma, możność tworzenia? RUCHY BEZWŁADU,wdnie materii twiące, Wchłania z pomocą: por, liścia, korzenia, I przez naczynia sokonośne, ssące, Niesie je w górę. Sopniowo przemienia Roślin organizm: wicher, deszcz i słońce. Tak RUCH BEZWŁADU, co i źdźbła nie ruszy, Przetwarza w ruchy immannentne - duszy W każdej roślince cud się stale dzieje, Że trupi bezwład ożywia się nagle; Staje się życiem: czuje! ma nadzieję!... Jak ruchem łodzi, w wiatr napiętym żaglem- -Wolą /w roślinach już wola istnieje, Chociaż w zarodku/ zamienia się nagle W RUCH CIĄGŁY, rytmem, harmonią bogaty, Do cyklu życia dążący. Dogmaty Nadal są w mocy. Żadnych nie naruszę. Wszak święty Tomasz, ten filozof Boży, Uznaje roślin i zwierzęce dusze. Otóż roślina ostatecznie tworzy /że porównania tego użyć muszę/ "AMPUŁKĘ ŻYCIA". Potem ziarno mnoży W gatunek! Celem roślin: rozmanarzanie PRZETWORZONEGO BEZWŁADU - W DĄŻENIE. Życie jest drogą. Życie jest dążeniem. Skąd i do czego? Choć życie - to chwila. Lecz przez tą chwilę musi być pragnienie: Przetworzyć bezwład ŻYCIODAJNĄ SIŁĘ, W CYKL który nazwać trzeba "ROZMONOŻENIEM". /Głupcy tu zaczną stroić krotochwile, Lecz jeśli spojrzeć poważnie na całość, W roślinnym życiu tkwi już doskonałość! Roślina, człowiek - to przecież to samo W tym pierwszym życiu: PRACA PRZETWARZANIA RUCHU MATERII W RUCH ŻYCIA! Tąż bramą Wchodzimy w życie: aktem ROZMNAŻANIA. Ta wspólność istot żywych nie jest plamą. Dla nas. Przeciwnie! To tylko odsłania Nam obowiązki nasze: dbać należy O rozwój życia, co u podstaw leży. A drugie życie - to ŻYCIE ZWIERZĘCE, Inaczej mówiąc - to życie ZMYSŁOWE. W nim PRZETWARZANIE, w radości, w męce, Vegetatywne jednostki w znów nowe: W celu współżycia dają sobie ręce, Już dobrowolne uznając okowy Współzależności. Powstają rodziny. Szczepy, plemiona, roje i stadniny. Najwyższym typem, powstałym w tym bycie Jest naród, wielka jednostka wspaniała, Mająca ciało i ducha i życie Własne. Tu każda rodzina, choć mała - Ważną komórką. Czyż teraz powiecie Że nazwa "naród" w fantazji powstała?! Nie, naród każdy tak, jak każdy z ludzi: Żyje, umiera, a przed tem się budzi. Oba te życia są to życia ciała, Mimo że duch w nich już przecież istnieje, W czasoprzestrzennych więzach działa. Dopiero trzecie życie nam wierzeje Przedmiotowość otwiera. Tu śmiała Myśl, abstrakcyjna pokłada nadzieję, Osiągnąć sferę DUSZ NIEZALEŻNOŚCI, Pragnie materii zrzucić więzy. Rości Prawa do wzlotu! = ze świata - w nadświaty! Wierzy, że strąci z swych stóp błoto, glinę. Ten abstrakcyjny lot myśli skrzydlaty, Pragnie wyż każdy zgłębić i nizinę, Też - treść, cel bytu. /Wymyśla armaty, Gazy, Roentgeny, śmigła, witaminę/. W ten sposób wiedza i władza powstaje, Uszczęśliwiając, lub ciemiężąc kraje. To też koncepcja twoja - "imperialna"- Jest to zjawisko trzeciego żywota: Choć myśl ta już jest intelektualna Tkwi w niej zarówno: wielkość i tęsknota To intelektu pomyłka fatalna, Że się jak MAREK z krańca w kraniec miota I to co w trzecim życiu się narodzi Tonie na nowo w zmysłowej powodzi. Życiem nie rządzi jakieś widzimisię. Przeciwnie, po to rozum nam jest dany, By nie upierać się przy swym kaprysie, Lecz, aby byt nasz, tak skomplikowany, Z czterech żyć złożen: W DOBRZE ZGRANYM RYSIE Był przez nasz rozum HARMONIZOWANY I zaczynając od materii progu, Po szczeblach przemian piął się wciąż ku Bogu. Tu czwarte życie już się rozpoczyna: "Życie duchowe" - trzy pierwsze przetwarza W RUCH JUŻ NIEZIEMSKI. Tu prawda jedyna Przed naszym wzrokiem cała się obnaża: A tak jest wielka, że Bóg zesłał Syna! Aby na głosił, że rolę włodarza Każdy z nas pełni w tej przetwórczej pracy I według zasług godzien będzei płacy. Jakaż to będzie ta słuszna zapłata? Ależ poprostu ultra - mechaniczna: Przetwórczą pracę bodaka, magnata, Stwierdza nadana fal gromada liczna /Z uczynków, mowy, myśli/, która wzlata Prędsza od fali światła - błyskawiczna. Czyż zło i dobro, które człowiek snuje Tam =, już w szechbycie się akumuluje. Wszak nic nie ginie i są kolektory, Które zbierają plusy i minusy. Więc: tlen miłości, nieprawości chlory. Nie są wpisane w księgi, papirusy, Ale wzlatuje w nadświat, wdwie komory, I tam zebrane, jakby w dwa obrusy Łączą się w kwiatów duchowych zespole Lub w godzin, płazów, nizinnym padole. Święty Piotr kiedyś miał takie widzenie, W którym: z obrusa sypały się gady I głos usłyszał: "To Twoje jedzenie". Płachta w niebiańskie uniosła się sady.... ... Ludzki czyn każdy jest falistym drżeniem, Które się łączą w dwie wielkie gromady: Dobra, co wchłania Duch Prawdy w Światłości I zła co wraca z braku przetwórczości W bezwład materii. Piotrowe zadania Było lud budzić i ze zła naczynia Przetwarzać dusze przez ich nawracanie. Dziś więc niech również każdy się przyczynia, By stworzyć w sobie owo PRZETWARZANIE, I nikt nikogo niechaj nie obwinia, Lecz niech zrozumie: CZTERY ŻYCIA NASZE Przetwórczą drogą do PRAWDY NADŻYCIA. Boć cóż to prawda? Wszak tu - nie istnieje! Wszystko w około to zmysłów miraże. Promień Roentgena już się drwiąco śmieje, Gdy pięknej pani szkielet na szkle wskaże. Noc dla sów jasna! Marzenia, nadzieje= Są zawsze względne!- Wszystko łatwe zmaże, Podważy, chłody badawczy wzrok wiedzy! Wszystko jest względne na ziemi koledzy! JEDYNĄ PRAWDĄ: Duch Ożywiający,: Światowa fala, górna, czysta, trwała, /Rodząca PROMIEŃ wieczny - BYT dający!/ Przetwór nasz ziemi - to też zmartwychwstała! Fala ta płynie jako strumień rwący, Pełny harmonii i ognia co pała. Z materii powstając, pędzi w wysokości... ... "CHARITAS" zwie się = WIBRACJA MIŁOŚCI! W duchowym życiu: CZYN wreszcie powstaje Prawdy, jeżeli niesie rytm czystego Drgania w swych falach. - To też jaki staje Przed nami problem? jaki klucz do tego? Cóż prawidłowość falowania daje?.... ... Da: miłość Boga i swego bliźniego. Gdyż miłość Boga w sam zenit uderza, A miłość bliźnich wszerz rytmy rozszerza. I tak powstaje ta twórcza harmonia, W nieba najczystszym głosem ducha rwąca: Horyzontalnie tworząc nad pieśń:" On - Ja", Miłością wspólną bez przerwy drgająca. Powstaje wówczas ta pełna symfonia, Gdzie każda dusza, choć ciało mająca, Władna przetworzyć się już w Prawdy zorze, Budując święte dusz Królestwo Boże. .......................................... .......................................... .......................................... .......................................... .......................................... .......................................... Dadiani powstał z hukiem, trzaskiem, wrzawą. "Ot katechezis". Adam skończył! Brawo!" I rzeczywiście, wielki czas nadchodzi, By wreszcie przerwać nasze posiedzenie. Już słońca światła długie cienie rodzi, Śląc z wschodniej strony jaskrawe promienie. Służbę wszak mają ci panicze młodzi, Więc następuje żegnanie, płacenie. A kilku nawet bez ukłonu, Pędząc na szóstą prosto do szwadronu. Wychodzę śpiesznie. U wejścia z Duchana Widzę dwóch ludzi szepcących na stronie... Co to za para, tak czule zbratana, Co w blaskach słońca roztapia się, tonie?... Poznaję: Kinto. Poznaję Adama. .... Ale opodal stoją moje konie.... Przechodząc słyszę, jak Adam powiada: "Nie! tak nie dobrze... Wszak to grzech, to zdrada...." XOXOXOXOXOXOCXOXOXOXO XOXOXOXOXOXOXOXOXOXOXOXOXOXOXOXOX |