Prawdziwe historie z życia Adama Remigiusza Grocholskiego (1888 - 1965) - syna Tadeusza, spisane przez niego wierszem dla własnych dzieci.
Dla Mikołaja Selim Chan I Selim Chan Przedmowa. Dzisiaj dla Ciebie, drogi Mikołaju Opiszę dziwną historię, Która się działa w gór Kaukaskich kraju- Nie żadne fabtasmagorie, Albo legendy, bajki, przypowieści Będą jej treścią, mój Panie, Jedynie prawdę chcę dać w opowieści O sławnym Selimie Chanie. Wstęp W górach Kaukaskich jest narodów wiele Różnojeżycznch oraz różnej rasy. Na drodze z Azji przez Kaukaz się ściele, Szlak, co pamięta nadawniejsze czasy. Tędy od wschodu szły różne plemiona Do Europy. Gdy była strudzona Jakaś ich grupa zbyt długą podróżą, Pozostawała w tych górach i służą One dotychczas dla wielu tych szczepów Za przystań życia. Wśród skał i wertepów Powstały wioski, tak zwane "auły" Wielbią dotychczas tam Ałłacha mułły. Są tu Oseci, Czerkiesi, Hewsury, Ze dwieście plemion zapadło w te góry. W ten sposób Kaukaz dzieli się na kraje, A w każdym różne narzecza, zwyczaje. ...Dagestan, Gruzja, Osetia, Ningrelia... Ubiorem: beszmet, czeskieska; jak delia Burka kaukaska, co z ramion opada; Kindżał i szaszka /nigdy tutaj szpada Nie była w modzie/. Koń jest ich żywiołem, Jako zrośnięci są ze sobą społem. Kozackie siodła, z wojłoku czapraki. Rycerskie, dzielne są tutaj chłopaki. A konie!! ech! Takich gdzież znaleźć na świecie! Tak krótkonogich, o stalowym grzbiecie! Pną się po skałach ze zgrabnością "tura"* Im wszystko jedno: przepaść, grań czy góra. Zwinne, ostrożne, bystre, jak wiatr w pędzie. Przejdą i dojdą, gdzie zażądasz wszędzie! Z nich kabardyńce w najwyższej są cenie, Czekies za konia całe odda mienie. Urwista ścieżka nic dla nich nie znaczy. Jak wszedł na skałę, sam Bóg wiedzieć raczy. Spadł w przepaść- na dnie jednak zdrowy stoi. Czujny, ostrożny, strzałów się nie boi. O ile w górach wlnym stępem kroczy, To na równinie ledwie mogą oczy ledzić pęd jego. Jak strzała z cięciwy Puszczona znika. Jest przeważnie siwy. Tacy są ludzie i takie są konie W górach Kaukazu... .... Słońce jasno płonie Nad urwistymi szczytami w zadumie. Huk wodospadów grzmi w lasów poszumie, Przepaście, mrokiem podkreślone drzemią; Rzadko się spodka tu wzrok z nagą ziemią. niegi i skały, mohy, prawieczne lasy, Pamiętające najdawniejsze czasy. Pełno w nich zwierza: żubr, niedźwiedź, bers**, dziki Głuszcze, cietrzewie, lisy, wilki, żbiki... To jest Kaukazu oblicze prawdziwe I tylko czasem obsianą masz niwę. Lecz wówczas - szukaj! W niewielkiej oddali */ Tur - koziorożec **/ Bers - leopard Jakiś ogieniek pewnie się gdzieś pali. Czujny węch, lekki zapach dymu chłonie... Jest tu osada. Lecz nie - jak na dłoni! Musisz wytężyć dobrze wzrok sokoli, By znaleźć auł. Stopniowo, powoli, Wśród skał rozeznasz domy - też z kamienia. ... Tak jak wśród lasów nie zoczysz jelenia, Gdyż barwą zgrany z całością przyrody; Jak trudno spostrzec kaczkę wśród fal wody, Tak auł, wzrosły w góry skalną ścianę, Ma domy w szare barwy przyodziane. ... Jaskółcze gniazda zwisają z pod dachu, Auł tak samo; wprost wisi bez strachu Nad przepaściami. Aż człowiek się dziwi: Kto tu zamieszkał? zbóje? czy myśliwi? Kto tu bez rodzin kryje się zdradziecko! Czy wśród skał takich uchowa się dziecko? A jednak patrzcie! Wre życie rodzinne W każdym aule: kobiety są zwinne: Z sylwetką gibką, jak pęd młodej łozy. Po skałach chodzą ze zgrabnością kozy; Na smagłej twarzy skrzą się czarne oczy. Ach, jakie oczy! Błysk ich tak uroczy, Że aż prawdziwie olśniewa i mroczy. Dzieci, co z orlich tych gniazd się wywodza, Po halach, szczytach, stada owiec wodzą: A tak są pewne w tym górskim terenie, Że się w nim czują, jak w gęstwie jelenie. ... W kilku aułach, na pewnym obszarze Mieszka szczep jakiś. Są tam gospodarze: Ojcowie rodów - udzielni książęta. Władza ich dotąd jest wielka i święta. Tu ich nie wzrusza, że tam gdzieś w dolinie Jest car i sprawnik. Tu wszak nie zawinie Ani urzędnik, ani gubernator. Miałby się zpyszna taki gór amator, Któryby zechciał odwiedzić te strony! Na pewno sępy miałyby i wrony Żer suty z takich nieproszonych gości I tylko białe zostałyby kości Z takich przybyszów. Gość tu do świętości Należy prawie, lecz jeśli nie rości Sobie pretensji do władzy i knuta... Inaczej pierwsza wchłonie go akuta* ... Powaga rodu na Kaukazie wielka: Ojciec to książe: matka - karmicielka Jest czcią niezmierną zawsze otoczona, W każdej rodzinie Jej byt i obrona Polega na tym, że mąż, czy pacholę Starszemu z rodu swe czyny, swą wolę Poddaje chętnie i, gdy on znak daje, Wszyscy rzucają swe pola i gaje I konni, zbrojni stają w zwartym szyku, Broniąc dostępu w jedynym przemyku Do swych aułów. I gdy wódz rozkaże Piersią odeprą zbrojne hordy wraże. Ale jest straszna tych plemion zasada, Że, bdy powstanie jakaś większa zwada, Która poróżni dwa sąsiedzki rody, To już na zawsze. Nikt ich już do zgody Nie zdoła skłonić. Tropią się wtajemnie... Próby pojednań przeminą daremnie, I gdy dwóch wreszcie do siebie dopadnie */ kryjówka - miejsce nieznane nikomu. Walczą tak długo, aż jeden z nich padnie. To krwawa zemsta! Z dawna uświęcona, Niszcząca rody, szczepy i plemiona. - To krwawa zemsta! Od stuleci żywa, Która z zasadą wiary się pokrywa. - To krwawa zemsta! Nikt nie wytłumaczy, Że jest występna, zła, że serca paczy. Oko za oko - ząb za ząb i basta! ... I rzecz to dziwna, że tylko niewiasta Może być zemsty przerwania powodem: Jeśli mąż wrogi przed słońca zachodem Zdoła się zakraść do jakiejś zagrody, W której mieszkają walczące z nim rody, I matkę rodu w piersi pocałuje* Tym pocałunkiem winę swą zmazuje, I w zapomnienie idzie cała zwada. Taka Adatu** jest święta zasada. Musiałem zacząć od takiej przedmowy, Gdyż to jest temat wam obcy i nowy. Ja zaś w tym kraju przebywałem długo... Przez całe życie chcąc być Polski sługą Również w tym celu byłem na Kaukazie. /Choć wam to dziwnym wyda się na razie/. Kiedyś wam o tym opowiem dokładnie, Lecz to osobno opisać wypadnie. */ Prawdziwie taki jest zwyczaj na Kaukazie **/ Adat - prawo obyczajowe. Wojna światowa wisiała jak chmura Nad Europą. Lecz gdzie płynie Kura1/ /To znaczy w Gruzji/, gdzie byłem w te czasy, Był spokój jeszcze. Opuściłem lasy, W których z niedźwiedziem los mi dał spotkanie2/ ... Byłem w Tyflisie......Raz piłem w duchanie3/ W miłej kompanii kilku przyjacieli. Dano nam: płowu, zaszłyk i pigmeli4/ I Kacgetińskie5/ wino, w pieśniach sławne, Opowiadano historie zabawne. ... Wtem... pomysł zgłasza kniaź Szalikoszwili: "Turniej strzelecki niech nam czas umili. "Popatrzcie w przepaść! - tam poniżej sadu, Widzicie kamień, na dnie wodospadu? Kto strzałem butlę na nim rozbić zdoła, Tego się królem strzeleckim obwoła!" Niebawem butla już stała wśród piany Na dnie przepaści. Nie jeden pijany Wywalił wszystkie kule rewolwera, Wszystkie spudłował i wołał "Chol...!" /Lecz po gruzińsku, lub w rosyjskiej mowie/. "No graf Ikskolski! pijem Polski zdrowie! To Wasza kolej - wyciągaj krucicę, Mówiłeś przecież, że z niej gasisz świecę!" Było już późno - po prostu zaranie, Niedługo słonko już ze snu powstanie. Patrzę na butlę w tym rannym półmroku... Goście duchana - wszyscy przy mym boku... Odległość spora... kroków podaj dwieście.... Tu - najsławniejsi strzelcy, co są w mieście: Oficerowie Niżegrodzkiego Pułku, Gruzini, Tatar - bratanek Aliego6/ Kilku kozackich oficerów także... Jak że tu strzelać?...a jasnym jest wszakże, Że jeśli tamci butli nie trafili To ja też chybię! - No, ale czas pili Opieram nagan o pionową belkę... Strzelam... Rozwalam w kawałki butelkę!... 1. Kara: główna rzeka Gruzji 2. W myśliwskim języku: spotkanie - zwierz na strzał 3. Duchan - w rodzaju karczmy, zajazdu, restauracji 4. Dania swoiste gruzińskie. Płow - ryż specjalnie podany 5. Kachetia - jedna z prowincji Gruzji 6. Ali - książe tatarski, miał znaczne wpływy przy Namiestnictwie na Kaukazie Zachwyt ogólny towarzystwo bierze, Ja swoim oczom niezupełine wierzę, Ale okrzyki podziwu padają Żurnacze1/ grają, koledzy śpiewają Na cześć Polaków pieśń:"MRAZAŁWANIJE"2/ Już któryś z rogu, moje zdrowie pije3/, Wiwaty, hurra i inne okrzyki. Już się kompanii pomięszały szyki, Siadają wszyscy wnet za naszym stołem. "Będziemu dalej pili, ale społem!" Wtem oficerów kilku się gromadzi, Jeden coś mówi, ku mnie ich prowadzi, Przystaję. Cicho szepczą coś do ucha Memu koledze. Ten poważnie słucha. Potem sam wstaje i do mnie podchodzi, Widocznie teraz tamtym już przewodzi. "Graf", pozwól proszę niechaj ci przedstwię Tych co nie brali udziału w zabawie, Lecz tak olśnieni są twym celnym strzałem, Że chcą Cię poznać." I ja z krzesła wstałem, Trąciliśmy się kieliszkami wina. Lecz wciąż poważna jest wojskowych mina. Widzę, że sprawy to jeszcze nie koniec, Jakoż zabiera głos pułkownik Doniec. "Graf" mówi, "jest tu wśród nas wojak sławny I również strzelec, o, bardzo wytrawny ! I on chciał głównie dzisiaj poznać pana. Nie może strzelać, gdyż w ramieinu rana Otwarta jeszcze i dość mocno krwawi, Opowiadaniem swym jednak zabawi Może hrabiego. Proszę, o to właśnie Ton, co opowie Wam kaukaskie baśnie"/ Podszedł oficer, Osietiniec4/ blady, "Temblak5/ przy szaszce, lecz nie od parady, Gdyż Świętej Anny!6/.... Wszak nie było wojny, Więc w jakim boju zdobył ten daj hojny ? 1/ Żurnacze - grający na swoistym instrumencie muzycznym w rodzaju kobzy, - zwie się "Żurna", 2/ Mrazałwanije - pieśni śpiewane podczas uczty w Gruzji 3/ Z rogu - podczas uczt w Gruzji często podawano wino w rogach 4/ Osietiniec - naród Osety 5/ Rzemień okręcony przy rękojeści szabli 6/ W Rosji jedno z odznaczeń bojowych był temblak przy rękojeści z barwami orderu Św.Anny "To ten, co zwabił zbója, Selim-Chana, To z ręki zbója ta krwawiąca rana. A jak to było, zaraz wam opowie, Z jego ust, hrabia, niech się prawdy dowie". ...Blady oficer zasiada do stołu, Wśród złączonego już gości zespołu Długą opowieść zaczyna nieśmiało. Wszystko ucichło i wszystko słuchało: "Mylnie kolega powiedział, żem zwabił Zbója... nieprawda! Ja bym tym osłabił Cześć tego, który za adat nasz stary Walczył i zginął. To rodzaj ofiary, Starcia dwóch prądów w żyć ludzkich dramacie. Jeśli zechcecie, no to posłuchajcie". II Opowieść o Selim - Chanie. "W pewnym aule od strony Kubani, Tuż prz przełęczym, na wysokiej grani, Syn się urodził w zamożnej rodzinie. Wyrósł, a w strzelbie x/ był pierwszy w swej gminie. Kiedy lat skończył dwadzieścia i parę, Porzucił ojców swych osiedle stare I wywędrował z rodzinnego domu, Dokąd i poco ? nie mówił nikomu Gdzie był? co robił? Czy się uczył wiele? Nie wiedzą nawet jego przyjaciele. Podczas, gdy młodzian był tu nieobecny, W rodzinie jego znów akt zemsty niecnej Miał miejsce. To też zaczęły się mordy, Tępią się rody jak dwie dzikie hordy. I znów prastarym miejscowym zwyczajem Bez tchu na siebie polowano wzajem. ... Wraca do domu młodzieniec w tym czasie, Ale ogłada wpłynęła już zda się Na jego myśli i na jego czyny. Rozumiał teraz, że dwóch rodów syny W tej krwawej walce zniszczą się wzajemnie x/w"strzelbie" - w strzelaniu. I młode życia tracą nadaremnie, Że już obecnie inne są zasady, Inne sposoby zakończenia zwady. Kiedy się ważył w tych myśli rozterce, Los ostro pchnięcie wymierza mu w serce, Bo, stojącego u swej zakli proga Ojca zgładziła dłoń mściwego wroga. Odżył w nim Adat, głód zemsty w nim ożył, Znalazł mordercę i trupem położył. Losy zarządziły, że właśnie w tej chwili We wsi kozacy nagle się zjawili. Patrol Kubańców nadleciał znienacka, Schwytał zabójcę. Ta banda kozacka W sznury go wzięła, nie szczędziła razów, Zawlokła z sobą do Władykaukazu. ... Sąd krwawej zemsty rodów nie uznaje, Nie zważa, jakie sa w górach zwyczaje. Sybir. Katorga! Tak wyrok orzeka... Lecz Selim wkrótce z katorgii ucieka, Wraca w swe góry, ale jakże inny! Czy był mordercą? Czy był zbrodni winny? Wszak pomścił tylko śmierć swego rodzica. Dla sądów carskich żadna to różnica. Opadły wszystkie zdobyte zasady. Więc knut ma rację. Na to nie ma rady. Moralność chrześcijan jest widać fałszywa I oto prawda staje przed nim żywa: Że w krwawej zemście ojca zabijają, Jego, że pomścił, na Sybir zsyłają! A więc słuszniejsza Koranu nauka... ... Od tego czau Selim wrogów szuka. Zebrana szajka. Sami swoi ludzie Sława ich rośnie w znoju, w walkach, w trudzie. Selim jest Chanem. Przoduje swej braci. Tu się zaczyna wielkość tej postaci. Władze cesarskie, stwierdziwszy, że łun Coraz groźniejsza wisi nad Kaukazem. Nie mogły przecież puścić tego płazem. Bunt coraz szerszy jął zataczać kręgi. Rząd więc wysyła oddział zbrojny, tęgi I walka wkrótce jest już rozpoczęta. Selim Chan głosi, ze to wojna święta x/ Rozbija oddział wysłanych Moskali, Broń im odbiera, a tabory pali. Do Petersburga pędzą telegramy: "Coraz liczniejsze są te Selim Chany". Oddział kozacki pobity na głowę. Tam znów strażników wyrżnięto połowę. Pułk idzie cały cesarskiej piechoty, A w górach burza: pioruny i grzmoty. Selim Chan wpada, sztab cały wyrzyna, Reszta w popłochu uciekać zaczyna. Tyfilis się sroży. Petersburg wciąż dusi: "Ten bunt natychmiast stłumiony być musi!" Wciąż ekspedycje nowe ida w góry. Nikogo ie ma: puste skały, chmury. Lecz wówczas własnie we Władykaukazie Ku całej Rosji wstydowi, obrazie, Na Kaznoczejstwo Selim Chan napada, I zabrał kasę. Jaka na to rada? Gdzie szukać zbója? A ten zbój rozdaje Garściami ruble. Bogaczem się staje Każdy z górali, który z jego strony I "buntownikom" ułatwia obrony. x/ Wojna święta u muzułmanów - wojna z giaurami. Oznaką jej rozpoczęcia było nadesłanie z Mekki Zielonego sztandaru Proroka. Turcja dla podburzenia plemion kaukaskich. Po pewnym czasie /prawie rok tak mija, A Selim wciąż się z rąk wojska wywija/ Stan oblężenia rząd wprowadza w góry, Od pól Kubani aż po brzegi Kury. Policja wsszy, a dywizja cała Dla walki w góry wymaszerowała! Mimo to dziwne mnożą się przygody, Naprzykład: Spacer latem dla ochłody Z Władykaukazu po "Gruzińskiej drodze".1/ Jedzie generał, napuszony srodze, Z nim piekna pani - żona kaznaczeja,2/ /Któremu kasę skradli i nadzieja Jej odzyskania już dawno stracona/. Jedzie generał, kaznaczeja żona... Gdy nagle... jeździec z za skały wypada, Podjeżdża do nich... lecz z konia nie zsiada... Lecz wtem... z pod burki wyciąga... róż pęki I pięknej damie podaje do ręki, Mówiąc z ukłonem: "Pani, straszne czasy! Zbójców są pełne doliny i lasy, Pani przeżyła też okropne rzeczy: Na swój dom napad!! - Czas nerwy wyleczy. Przebaczyć zechciej. Ja te róże w dani U stóp twych składam, racz je przyjąć, Pani." Dama się dziwi, dziwi się generał, Nerwowym ruchem czoło wciąż pociera I po francusku do Pani powiada: "Skąd u Czerkiesa takowa ogłada?" ... Jeździec odjeżdża... Nie przyśpiesza kroku, Lecz nagle... iskra błyska w jego oku I mówi głośno, dobitnie, wyraźnie: "Nie męczcie próżno waszej wyobraźni!" 1/Gruzińska droga - malownicza droga, przecinająca całość Kaukazkich gór z północy na południe 2/ Kaznoczej - naczelnik urzędu skarbowego Jestem Chan Selim we własnej osobie! Nie drżyjcie! Nic wam przykrego nie zrobię". Zanim asysta pana Generała, Która z przestrachu chwilę oniemiała, Za broń chwyciła, już jeździec zuchwały Zniknął, jakgdyby wsiąkł w nagie skały. Przygoda druga: do Tyflisu jedzie Główny dowódca. W tej rosnącej biedzie Ma z Dagestanu rozpocząć ruch zbrojny. Wszak to nie żarty. To już rodzaj wojny! W przedziale siedzi jakiś panicz młody, Rozmowę wszczyna o stanie pogody, Następnie chwali piękne okolice, A wreszcie mówi coś o polityce, I klnie, wymyśla już na czym świat stoi Selima Chana. Mówi, że się boi Tego szubrawca. Że to hańba taka, Iż Rosji trudno zgnieść tego robaka. Generał mówi o swych planach wojny, Nic już nie tai, jest w szczegółach hojny. Pasażer również swoje rady daje... ... Na małej stacji pociąg chwilę staje. "Tu jest podobno, tak, w tej okolicy Ten zbój, Selim Chan i jego wspólnicy". Mówi pasażer. "To sztuka zuchwała... Ale pożegnam pana Generała"... Pociąg już rusza, a w oknie wagonu Soi generał gotów do ukłonu, A pan cywilny, stojąc na peronie, Chyląc się nisko w uprzejmym ukłonie, Mówi" "Au revoir, panie generale Jam jest Selim Chan. Doświdania x/. Vele xx/. Takich powieści kursują już krocie. Policja wściekła pławi się w swym pocie, Lecz coraz częściej to tu, to tam znowu Zjawia się Selim, jak upiór z parowu. Dla wojska płatnik wiezie w góry gaże, A że te strony są dzikie i wraże, Ma więc eskortę. W wąziutkiej cieśninie, Gdzie para koni ledwo się rozminie, Z gór raptem banda Czerkiesów wypada, Wrzask, strzały; płatnik pierwszy trupem pada; Reszta wyrżnięta, a kasa skradziona.... Płatnik ma kartę przypiętą do łona: "To ja Selim Chan, zabrałem wam gaże, Precz z gór Musale! Wystrzelać was każę! Pewien pułkownik w pożądaniu sławy I wśród pokoju wojennej zabawy, Ruszył też w góry, by pojmać mordercę. Był zresztą dzielny, bojowe miał serce. W tem list dostaje: "Panie pułkowniku, Szkoda wysiłków, gdyż w walki wyniku Zmuszony będę zabić cię nieboże, A wojsko twoje nic ci nie pomoże. Lecz jeśli chcesz się rozmówić poważnie, To ci oświadczam: zjawię się odważnie Sam jeden jutro... w takim to aule. Ale pamiętaj, ja się nie rozczulę, I w łeb ci strzelę, jeśli zjedziesz zbrojnie, Gdy sam się zjawisz, obdarzę cię hojnie". Pułkownik wierzy słowom Selim Chana, Jest więc okazja przez losy zesłana! x/Doświdania - po rosyjsku dowidzenia. xx/Vale - po łacinie - Bywaj zdrów. On sam się stawi w miejscu umówionym, Lecz wieś otoczy Kozaków kordonem. Skrupułów nie ma: to chytrość wojenna, Czeka go potem karjera promienna.... ... Nazajutrz jedzie odważnie samotny Na umówione miejsce. Oddział lotny Kozaków szczelnie okrąża te strony. Nareszcie Selim będzie zastrzelony. Czeka na mecie. Selim się nie zjawia, Już się pułkownik o siebie obawia, Bo wie, że Selim dotrzymuje słowa, Choćby na kartę poszła jego głowa, Godzina cała prawie już przechodzi... "Widać nie przyjdzie. A to zbój, to złodziej!" Znak daje czapką. Zasadzka wypada. "Nie przyszedł zbrodniarz. Tchórz! Więc trudna rada, Wracajmy chłopcy". Już na konia siada, Wtem strzał. Pułkownik trupem z konia spada. Ruch, zgiekł, szukanie .......................Na wąskiej krawędzi Skał, pośród których górski potok pędzi, Znajdują wreszcie laskę z widełkami, Którą, by razić celnymi strzałami Czerkiesi w ziemię wtykają, a w górze Na widły kładą karabin. Na sznurze Zwisa karteczka. Napis na niej taki: "Giniesz bezsławnie, gdyż nawet Kozaki Słowa nie łamią. Zamiast łaski cara Spada na ciebie zasłużona kara. Z góry trzy lata walka trwała stale, Giną Czerkiesi, giną i Moskale. Już trzy dywizje walczą tu bez przerwy. Selim Chan żyje. Władze tracą nerwy. III. Ja byłem wówczas zdala od tej wojny. Żywot w mym pułku pędziłem spokojny. My Osietyńcy, prawosławni zwłaszcza x/ ad szanujemy. My carskiego płaszcza, Berła, korony, nie dajemy kalać I nie możemy na bunty pozwalać. Więc jako żołnierz chciałem zmiażdżyć wroga Naszej Ojczyzny. Tamtegom rozumiał, On postępował, jak czuł i jak umiał. Ale jeżeli ład ma istnieć w kraju Nie może krwawa zemsta być w zwyczaju. Że me zadanie życia było warte, Wszystko na jedną postawiłem kartę I samem zaległ w odległej strażnicy, W najdzikszej, głuchej, skalnej okolicy. Sotnię xx/ dobieram całą osobiście, /Tylko tubylców biorę oczywiście/ I z nią zapadam jako wilk w gęstwiny, Nie wychylając się z gór już w doliny. Zadania trudne, bo pewnie nie wiecie, Że nikt nie widział /a to ważne przecie/ Na własne oczy tego Selim Chana. Czy jest golony, czy też nosi brodę?.... Jedni chwalili jego wdzięk, urodę, Mówiąc, że piękny, zgrabny i wysoki, Ma czarne wąsy i wzrok orlooki. Inni mówili, że jest niski krępy, Ma wyraz zbója, wygląd dziki, tępy. Czy miał on żonę, czy też rój bohdanek, Które odwiedza jak czuły kochanek. Nic nie wiadomo z kim i gdzie przestaje. x/Osietnicy są mahometami i prawosławnymi xx/Sotnia - szwadron w wojskach kozackich. Czy znacie dobrze kaukaskie zywczaje? Tu rządzi adat święty i prastary, A wierna przyjaźń jest dogmatem wiary. Gdy się tym węzłem połączy dwóch ludzi, A okres próby uczuć nie ostudzi, Wówczas na szable leją wodę czystą, lubując sobie przyjaźń już wieczystą. A przyjaźń taka zowie się kunactwem, Jest przez tradycję uświęconym bractwem. Wiedziałem dobrze, że moc Selim Chana Musi być siecią kunactwa związana, Że ma kunaków, którzy w każdej chwili Pomagać zbrojnie gotowi mu byli. Skąd inaczej wiedział tak dokładnie Gdzie wróg się czai i kiedy napadnie, Jakie obsadził parowy i góry, Gdyby nie wierni kunacy - Hewsury x/? Miał ich zapewne nie paru, lecz krocie... Jak trafić do nich? Szukam w czoła pocie Ciągle sposobu, by znaleźć kunaka, Z którym i mnie by sprzęgła przyjaźń taka, By polał wodę również na mą szablę. Reszta, to fraszka. Lecz w tym pomóż, diable! Graf polski powie, że to nieszlachetnie. Ale czyż mordy, walki wieloletnie Miały trwać ciągle w imię tej zasady, Że tak chce adat! Nie pochwalam zdrady, Lecz w walce wolno używać podstępu. ... Bo wy Polacy, też uznać nie chcecie, Że wasza przyszłość jest jedynie przecie x/Hewsury - Jedno z plemion, zamieszkujących góry Kaukazu. W ścisłej łączności z "Rosyjską Dzierżawą". Że ona wszystkich słowian jest postawą. Ja, Osietyniec, w korpusie chowany, Znam wielkość Rosji, wyczuwam jej plany, Przejąłem inne, niż tutaj zasady. - Wstrętne mi wszelkie warchołów gromady. Ziomkowie moi mimo swe adaty Dla was Polaków, miłe są kamraty. Jak wy. spiskują, bunty knują stale, Lecz miatieżników uśmieżą Moskale. Obcy mi sposób mój myślenia dawny. Gdyż zrozumiałem, co to car dzierżawny! Pojąłem również, że Rosji potęga Los wszystkich Słowian w jedną całość sprzęga, Celem być winna wspólnym wszystkich ludów, Które współżyją wśród owocnych trudów. A kiedy Rosja będzie tak potężna, Gdy będzie wielka, silna i orężna, Wszystkie jej ludy żyć będą spokojnie, I pamięć nawet zaginie o wojnie. To też zwalczanie takich, jak wy ludzi W sumieniu moim obowiązek budzi. Wy jak Gruzini, Czerkiesi, Hewsury Sztandar niezgody, sztandar odrębności, Każdy z was do niej prawa sobie rości, Ale Pan pewnie zna bajkę Kryłowa: Po kilka witek złamie i niemowa Lecz gdy je związać, to przyznacie przecie, Że ich już siłą nawet nie złamiecie. Tak na świat patrząc jedną mam zasadę: "Ma być porządek! Chociażby przez zdradę"! I każdy człowiek, kto w buntach warcholi, Ma być pielony jak chwast z ornej roli... ...Takim się rządząc na sprawy poglądem, Walkę podjąłem z tutejszym nierządem. Sam będąc synem tych górzystych krajów, Wyzyskać chciałem znajomość zwyczajów I wciąż szukałem kunaków Selima. Ale czas mijał, a kunaków nie ma. ...Tymczasem praca aż wrzała w stanicy: Ćwiczę mych ludzi. Co noc w okolicy Robię obławy, przetrząsam szczeliny, Robię zasadzki wśród skał, lub wikliny, I już gawęda wśród ludu się rodzi, Że w mej stanicy jakiś "czort" dowodzi. Nawet legendy krążą w okolicy, O djebłach, które mieszkają w stanicy. Znają mnie wszystkie najdalsze auły, Ludziska widać coś niecoś wyczuły, Że nie bez celu męczę tak mą sotnię. I już zdarzało się niejednokrotnie, Że jakiś Czerkies lub Hewsur podchodzi I mówi szeptem: "Pan dziwnie dowodzi Tą sotnią swoją. Wszak Pan jest rodakiem, A nie Kacapem, ani też Kozakiem"! Inni mówili: "Wszak to twa Ojczyzna, Czyż serce twoje do Niej się nie przyzna?".. Nie prostowałem tych naiwnych bredni, Potakiwałem w sposób odpowiedni. Aż wreszcie wszcząłem ostrożnie, tajemnie Rozmowy pewne. Wybrany przezemnie Na druha Czerkies, rycerski, bojowy Już przylgnął do mnie. Ostrożnymi słowy Wkradałem się w jego przyjaźń, zaufanie I serdecznością hojnie płacąc za nie Chcę z niego zrobić dla siebie kunaka. Mówię, że zbrzydła mi dola żołdaka; Że w carskiej służbie męczę się i duszę; Żem wolny człowiek i że wreszcie muszę Do wolnych ludzi przystąpić otwarcie, Całą mą przyszłość postawić na karcie. Już się podemną zmienia cała pali; Pragnę uwolnić Kaukaz od Moskali. Nie znoszę knuta, nie znoszę przemocy, Dlatego sotnię ćwiczę w dzień i w nocy, By być gotowym, gdy przyjdzie dzień godów, Dzień wyzwolenia nieszczęsnych narodów... ... Ta moja spowiedź, wybornie zagrana, Nie dotaczyła w niczym Selim Chana. Zręczniem to zrobił, gdyż u takich ludzi Bardzo się łatwo podejrzliwość budzi. Czerkies uwierzył w mą szczerą udrękę I wreszcie do mnie sam wyciągnął rękę, Rzekł mi, że w głębi dzikich gór Kaukazu Jest ktoś, kto zechce pomóc mi odrazu, Gdyż cel ma w walce o wolność i wiarę, O nasze prawa i zwyczaje stare. "Czyż muzułmanin?: pyta uroczyście. Ja przytakuję temu oczywiście.... ...Już wkrótce potem woda ze strumienia Zwilża nam szable, przyjaźń w ślub zamienia. Kunak - to zdobycz! To skarb w naszym kraju!! Raz się spotkałem z nim gdzieś na rozstaju, Mowimi szeptem. Oświadcza, że z rana Jutro o świcie poznam Selim Chana. Ale warunek: będą bez oręża, Sam oczywiście... ... Mózg mój się wytęża Co począć dalej. Miejsce to otoczyć Sotnią Kozaków? Znienacka nań skoczyć Z kindżałem w ręku? Rewolwer w but włożyć?... Broń nagle wyjmę, trupem go położę, A może czekać? Tym razem jedynie Spotkać się z nimi w wiadomej dolinie? Poznać go, przejrzeć i z czasem dopiero Schwycić lub zabić... O jasna cholero! Męczarnie straszne przeżyłem tej nocy!! ... Lecz sam bezbronny idę o północy. W przesmyku górskim kunak na mnie czeka... Ciemno jak w rogu... Prowadzi, gdzie rzeka uk opasuje. W tym luku polana. Tam siedząc cicho, czekamy do rana. ... Gdy słońce wstało, widzę żeśmy w sadzie, Na kwiat jabłoni promień złoto kładzie... W skalnej dolinie, jak w pokoju ściany, Sad cały blaskiem i kwiatem ubrany. O kilkadziesiąt kroków pod jabłonią Widzę, mąż słuszny z białą, pełną bronią Zwyczajem naszym po turecku siedzi, I z dala bacznie ruchy moje śledzi. Po pewnym czasie coś, jakby skinienie, Kunak mój wstaje. Już słońca promienie Wdarły się w pełni do naszej doliny... Tam rozmawiają... Poważne ich miny... Z niecierpliwością sekundy już liczę Wreszcie wezwany jestem przed oblicze Selimchanowe. "Siadaj", mówi "zrana Jest obowiązkiem przecie Muzułmana "Namaz"x/ uczynić. Rozpocznij". Jam w strachu, Byłem coprawda wyznawcą Ałłacha, Lecz od lat wielu jestem prawosławny. Czy ja potrafię obrządek zabawny. Wykonać dzisiaj w całej doskonałości, Tu, pod kontrolą tak niemiłych gości? Ale szczęśliwie mi się to udało. Selim wydobył garstkę ryżu małą, W mą dłoń odsypał część, a pozostałą Jął sam spożywać. Spożywam śniadanie Myśląc wciąż o tym, co się dalej stanie... ... W tem Selim wstaje i mówiw te słowa: "Wracaj do domu. Sotnia twa gotowa Ma być jak zawsze. Słyszałem o Tobie I już plan pewien w myślach moich robię" ... Więc koniec?... Mam iść?... Okazja szalona Może na zawsze teraz już stracona... Karabin jego o drzewo oparty... Więc porwać, strzelić, grać w otwarte karty... Spostrzegam jednak: rzemień palnej broni Jest przez pas bioder jego przewieszony. Więc nie ma rady. Muszę odejść. Trudno. Selim znak daje. Co takiego?... Ludno Raptem w dolinie! Ze skał, z krzaków, z lasu Powstają zbrojni... Idą bez hałasu, Mienią się w słońcu lufy, noże, szable, Iskry miotają ich spojrzenia diable. Ja, jak niepyszny opuszczam dolinę, Myślę, że głupią musiałem mieć minę... x/Namaz - modlitwy muzułmańskie rytualne, połączone z myciem. I znów dnie ćwiczeń! Przechodzą miesiące... ... W domu wariatów chyba wreszcie skończę! Raz w dzień upalny spotykam kunaka, Mówi: "Okazja nadarza się taka: Selim Chan dzisiaj sam jeden noc spędzi Wiesz, tam, w tej sakli na samej krawędzi. Tylko do świtu tam pewnie zabawi, Rana mu stara dolega i krwawi. Ty, w swej stanicy masz pewnie bandaże, Przynieś mi parę. Miejsce ci pokażę, Dokąd przyjść z nimi Oznaczę ci porę, Poczekasz, Przyjdę. Bandaże zabiorę." ... Aż mi gorąco w piersiach się zrobiło... Nareszcie! Serce bije z całą siłą. pieszą na miejsce przezeń wyznaczono, Oglądam wąwóz w jedną, w drugą stronę. W oddali sakla czai się jedyna... Więc to tam będzie! ,.. Wychodzi dziewczyna Piękna jak zorze. Ku rzece dzban niesie I tuż za saklą znika w gęstym lesie... ... Skaczę na konia i gnam do stanicy, Wszak w pogotowiu moi wojownicy! ... O zmroku alarm. Pędzimy w sto koni, Dziś Selim Chana już nic nie uchroni! ... Rozmieszczam ludzi moich dookoła, Sam się podkradam do sakli... Ktoś woła: "Kto idzie?" Wystrzał rozświeca ciemności, Kula mi grzęźnie w przyramiennej kości. Padam!... W tej chwili jakby echo strzałów, Ryk grzmotów wszędzie... Niebo zwariowało! I straszna burza... Tak! Kaukaska burza, W ogniu i w wodzie cały świat zanurza... ... Znacie kaukaskich burz moc i potęgę? Co chwila piorun kreśli w niebie wstęgę, Co chwila ogień na ziemię się wali I wycie gromów z bliska i z oddali. Grzmot każdy rykiem na góry opada, A każda skała wyciem odpowiada. yski błyskawic gonią jedną drugą, Tak, że się ogień wije ciągłą smugą. Przytym ulewa, jak z beczek tysiąca! W dzień gasi ogień błyskawic i słońca; W nocy zasłoną, ciężka jak kotara, Blaski błyskawic zaćmić, zgnieść się stara. Ja wśród tej burzy, ranny w prawe ramię, Leże w kałuży, ból szarpie i łamie, Lecz przed omdleniem stwierdzam: moi ludzie Leża wokoło sakli, lecz w tej budzie Widocznie szwadron cały umieszczony: Strzelają z sakli na wsze świata strony!... ...Tak. Dzisiaj znowu mi się nie udało!... Może mej sotni w tej bitwie mało?... Mdleję... ............Noc całą trwała kanonada. Rannych, zabitych jest cała gromada. Z sakli wciąż ogień, a z nieba pioruny... Sotnia też strzela i błyskawic - łuny. ... Tak noc minęła. Słońce wraca z brzaskiem... ...Drzwi sakli nagle rozwarły się z trzaskiem, Z nich chwiejnym krokiem wychodzi mąż krwawy. I nikt po za nim. "No cóż ? Dla zabawy Przyśliście tutaj? "Powiada spokojnie. "Oto dzień. Koniec. Dajmy spokój wojnie. Ja sam tu byłem... Dziś już się nie zmierzę. Wy też przestańcie. Mnie kula nie bierze". I chwiejnym krokiem odchodzi powoli. Sotnia zdębiała... Nie strzela. .............................. W niedoli Czasami jednak szczęście ludziom sprzyja. Nie wiem, czy sotnik mnie trącił, lub czy ja Sam się ocknąłem, lecz widzą me oczy: Selim Chana, krwawiąc, już za skały kroczy. "Ognia!" krzyknąłem. Salwa pada w zgrzycie... ...Tak się skończyło Selim Chana życie. Skończył opowieść, słuchaną z zapałem. Ja mu, odchodząc, ręki nie podałem. Zakończenie. A teraz rozważ, drogi Mikołaju, Kto z nich miał rację w tym przedziwnym kraju: Jeden z nich walczy, gdyż nie uznał prawa, Które narzuca najźdźców ustawa. Drugi przyjmuje urojenia cudne, Życie swe trawi u obcych w wysłudze. Wierząc w swą słuszność walczy z przeżytkami, Marzy, że Rosja, rządząc narodami Nakoniec wojen brutalność ukróci. Kto z nich miał rację? To pytanie tu ci Zadaję synu. Zważ je w sercu, głowie. Ojciec Twój czynem swe zdanie wypowie. ---oooOooo--- Warszawa r. |