Prawdziwe historie z życia Adama Remigiusza Grocholskiego (1888 - 1965) - syna Tadeusza, spisane przez niego wierszem dla własnych dzieci.
Dla Remigiana Abchazka III A B C H A Z K A. 1941. PRZEDMOWA. Zapewnieś dostał, miły Remigianie, Do przeczytania pieśń o Selim-Chanie. /Brat twój, Mikołaj, miał go wręczyć tobie/. Więc w przypuszczeniach hipotezy robię, Jakie wrażenie postać Selim Chana Wywarło w sercu mego Remigiana. Również zapewne Basia, siostra miła, Też ci opowieść swoją pożyczyła.- Żyje w niej Andron, przyjaciel natury, Który ukochał te Kaukazkie góry. Tobie opowiem późniejsze, już czasy, /Nim wszechświatowa wojna rozgorzała/. /1914/ Poznasz z niej różnych ludzi; różnej rasy, A może tobie ta opowieść mała Nasunie myśli, że największym wrogiem, Chwastem, tej ziemi co leży odłogiem; Dusz skoślawieniem; ropiejącym wrzodem; Błędów, upadków najczęstrzym powodem Jest brak: moralnej Woli zasad; fundamentu. Brak ten powodem wojen i zamętu. Niechaj cię tylko ten wstęp nie odstraszy. Nie mam zwyczaju prawić wam perory. I aż z Plutarcha wyciągać prawzory. Mówiłam często do innych, do ciebie, Że "każdy musi nam wychować siebie." Rodzice muszą dać jeno zasadę, Reszta do młodych samych już należy. "Niech każdy z sobą daje sobie radę. I zwalcza wszystko, co w nim złego leży." Dziś pedagogia zmienia swą metodę. Już ani Ojciec, ani belfer srogi, Nie zdoła jarzmić pokolenie młode. Nic nie zdziałają bury i przestrogi. Nic! Dziecko każde musi: dbać o siebie; Samo się skarcć, gdy gdzieś, w czymś zawini; Realnie myśleć; żyć, pomnąc o niebie. Niech więc Remigian tak poczyna sobie I sam się karci, jeśli coś przeskrobie. Ojciec wspomienia tu swoje odnowi. /Jednak je pisząc, wciąż myślę o tobie./ Z tej opowieści wywnioskujesz sam, Czy słuszna teza: "Mefiez vous des femmes." Zauważ również, jaka jest tu treść, "Nie trzeba wilkom prosto w paszczę leźć.: W końcu ci powiem, drogi Remigianie, Żyj po Bożemu, -nic ci się nie stanie! I. Gdym zjechał z szczytów po ubiciu tura /Oraz niedźwiedzia/, żegnając Androna, Czułem, że żegna mnie z nim gór natura Ich moc i piękno. Już po Soczi, wrona /Rzadka na szczytach, gdyż tam orły, sępy,/ Siadła na drodze. Kiwa się... Krakanie... Głos ten gardlany, tak niemiły, tępy Wzburzył woźnicę: "Coś złego się stanie". Mruknął. Lecz wkrótce wjeżdżamy do Soczi. Nad brzegiem morza dużo bardzo ludzi. Wtem spostrzegamy, że liczny tłum kroczy... Coś tam się stało... Ciekawość to budzi. Podchodzę bliżej, pytam jakiejś pani: "Co się tu dzieje ?" - "To pan jeszcze nie wie? Wiadomość przyszła do biura przystani, Że Arcyksięcia zabił w Sarajewie Jakiś Serb. Mówi, że mobilizacja W Niemczech rozpoczęta. Stąd też tutaj rojno. Statek gazety przywiezie. Wszak racja, Że to się skończyć musi wielką wojną. Ja tak się boję. Jestem wdowa, sama... Brat mój oficer może być zabity. W domu jedynie moja stara mama... Co my zrobimy, dwie biedne kobity?.- ..."Teraz na statek czekam do Batumu. Czy pan też jedzie?" - "Tak, tym statkiem, pani"... Ledwo wydostać mogliśmy się z tłumu. Razem z tą panią idę do przystani. Niebawem statek podpłynął. Siadamy. Podróż wypadła w pełnię księżycową, Więc na pomoście siedzę obok damy. I towarzyską bawię ją rozmową. ......................................... W podróżach często spotyka się ludzi, Z którymi nawet najkrótsza rozmowa Liczne tematy do przemyśleń budzi. Ciekawą zwykle jest znajomość nowa, Ale ostrożnym też każdy być musi, By się nie wplątać w niemiłe przygody. Przeróżnie diabeł nieraz ludzi kusi, Zwłaszcza, gdy człowiek jest jeszcze zbyt młody. .... ...Noc była jasna. Na dziobie okrętu Księżyc oświecał prute morskie fale, Z pian zbałwanionych srebrengo okrętu Wstawały widma. Widać doskonale Było rusałki, nimfy i neptuny, Z fal powstające i niknące w fali. Czasem, gdy bałwan uderzył, pioruny Rozhukiwały się po morzu dali. Grzebienie białe, jak stada łabędzie Gęsto pokryły fal wzdętych grzbiet siny, Goniąc się wzajem w żywiołowym pędzie. A między nimi czerniały delfiny. Noc księżycową na morzu cechuje Przedziwny kontrast - nielogiczny zda się: Morze wciąż huczy, ryczy i faluje, A jednak cisza króluje w hałasie. ... Stałem wpatrzony w dal Czarnego Morza, A myślą chciałem przeszyć jutra mroki. Więc będzie wojna. Czy dla Polski zorza Zabłyśnie jednka? Wolności widoki?... ...A przy mnie pani o burtę oparta Nuciła strofę cygańskiej piosenki. piewała: Miłość nic zgoła nie warta, Sprowadza zawód, żale i udręki... "Co to pan w morze taki zapatrzony? Czy w rytmie fali szuka pan natchnienia? Czy perspektywą wojny zastraszony? Lecz wszystko przecie na świecie się zmienia. I wojna przejdzie, znów pokój nastanie. Niech pan mi powie mój kochany Panie: Czy pan też będzie mobilizowany? Chciałabym z panem rozmówić się szczerze, Omówimy razem nasze przyszłe plany. Z mych wszystkich obaw ja się panu zwierzę." Z czem chce się zwierzyć ta miła osoba? Wszakże zaledwie znam ją od wieczora? To wszystko mi się nie bardzo podoba. A przy tym późna zaczyna być pora. Lecz by uprzejmym być dla pięknej damy, Nie śmiem odmówić. W księżycu poświacie Na zwojach sznurów okrętu siadamy. Pani się bieli w pięknej, letniej szacie. Po długich ustępach, wzdychaniach, spowiedzi Jej życie, zda się, wynurzać początek. Mówi, że dama co przede mną siedzi, Całego świata zna każdy zakątek. Że cel jej życia jedyni w miłości, Że wie, kim jestem, a więc mówi szczerze Lecz o tych rzeczach trudno mówić prościej. ...Ja słucham, ale nic nie wierzę. chytry cel się pewnie tai... w tym jakimś O co jej chodzi, jeszcze nie rozumiem. Sidła zastawia, a sama się czai. Lecz sensu wzdychania pochwycić nie umiem. -A ładna była. Duże, szare oczy, Żywe rumieńce na twarzyczce młodej, Wokoło głowy zwój grubych warkoczy I wdzięczności uśmiech. Niezwykłej urody. "Chodzi mi oto, że mi szkoda pana. Wszak wojna długa będzie i straszliwa. W Batumie jutro już będziemy z rana Jest tam wróżbiarka. Mądra, stara, siwa, Biedna Abchazka. Ona panu powie Jaka go przyszłość w jego życiu czeka: Czy panu szczęście dopisze i zdrowie, Wszystkich tajemnic odsłoni ci wieka". -No, dobrze, zgoda. Dopiero w południe Pociąg pośpieszny do Tyflisu jedzie. Przynajmniej ranka nie spędzimy nudnie. A starej wróżce pomożemy w biedzie. Do późna pani /a głos miała dźwięczny/ Nuciła cicho głosem rozmarzonym Pieśni cygańskiew w sposób bardzo wdzięczny, Słodkie i barwne były wszystkie łany... Wreszcie zmęczona przez fal kołysanie, Umilkła, lekko ręką mi ścisnęła I zwoje sznurów mając za posłanie, W świetle księżyca spokojnie zasnęła. Noc jeszcze była... księżyc już się mroczy. Niebo zasnute. Ciemno się zrobiło. Nie wiem, czy sen mi również sklecił oczy. Cicho, spokojnie, pogodnie się śniło. II. "Słowo się rzekło, kobyłka u płotu", Więc po śniadaniu idziemy do wróżki, Młodość z podejrzeń nie robi kłopotu, A pani miała bardzo ładne nóżki. Zdala od miasta dom - rodzaj straganu. Wchodzimy, izba cała tonie w mroku. Na drzwiach kotary koloru szafranu. Półki, a na nich pełno naczyń z miedzi, Nie pozbawionych wschodniego uroku. Na tachcie x/ niedźwiedź bez łańcucha siedzi. Małe swe oczki, jakby dwa węgielki Utkwił w mej twarzy. Nie wiem, czy przezornie Iść o krok dalej. Nie ma właścicieli. Może pod drzwiami poczekać pokornie. Ale z ciemnego kąta dość koślawą Rosyjską mową odzywa się stara Abchazka: "Proszę. Niedźwiedź niech obawą Nas nie napełnia. O, ładna z was para. Każde z was pewnie o wróżbę mnie prosi." Podchodzi do nas staruszka zgarbiona Siwą czerkieskę jako ubiór nosi, mirnieński szalik okrywa ramiona. Na szyi świecą sznury złotych blaszke. Papacha służy za nakrycia głowy. Na lewej ręce siedzi jakiś ptaszek, /Tak zwana Pućka, mały rodzaj sowy/ W spojrzeniu starej dziwny ogień świeci. "Ja wam powróżę, moje miłe dzieci." x/ Tachta - tapczan pokryty dywanami, lub wprost stos dywanów. .......................................... "Przez trzy dni pani nie widziałam u mnie. No co? Czy wróżba moja się spełniła? Ten pan ostatni nie wierzył i dumnie Spoglądał na mnie. Dziś sprawa zawiła?" .......................................... W tem, moja pani, mniemając widocznie, Że ja językiem abchazkim nie władam, Gradem wymysłów obrzuca wyrocznię. Słucham, i stwierdzam że z niej nie jest rada "Daj spokój plotkom. Namere Katasze Obidion andiu. Sumperi kaledi. To nie dla niego te sekrety nasze. Pedrici Hesan Germani meledi." Udaję Greka, lecz widzę dokładnie, Że moja pani knuje jakieś spiski. /To przecież bardzo, a bardzo nie ładnie Ze strony pięknej, młodej Odaliski? Lecz się nie zdradzam, choć nie w smak troszkę. Po wróżce gniewy, jak po szkle synęły. Zdejmuje z półki ozurban x/ z jakimś proszkiem. Krzesiwem krzesi i wnte się zajęły Iskrzące cząstki. Dym w koło się wznosi, Z mdławym zapachem mirry czy bursztynu.? Abchazka siadać na dywanie 1/ prosi I patrząc w Dyny powiada: "Mój synu. Powiedz, czy przyjdziesz, choć dzień na dworze? Czy zechcesz mówić, choć są obcy ludzie? Zapachów jeszcze do ognia dołożę..." x/czurban - dzban 1/ dywanów - rodzaj tapczanu, kanapa z dywanów. Leje na węgle coś z butli i w budzie Wnet nowy zapach, jakgdyby narkozy, Drażnić zaczyna moje powonienie. Po chwili z wzrokiem pełnym jakiejś grozy Staruszka szepcze: "O, podchodzą cienie... Lecz synka nie ma. Już wiem, to ty, kumie, Czegoś dziś przyszedł? Jesteś pełen grozy... Co? Czy być może? Mózg mój nie rozumie Szykować szarpie, trumny i powrozy? Ach tak..." przerwała, gdyż to straszne rzeczy. Widzę, tak, widzę. Na niebie jak raca... A co tam w niebie?... Geś kracze?... coś skrzeczy...? "...Czemu krążycie, wy kruki, nad rolą, Bór porzuciwszy, co zwykle was kryje? Czy z braku ścierwa jelita was bolą? Lub niepokoi wichr, co w lesie wyje? Czy może zwykłą waszą dolą mierć zwiastujecie lub nieszczęście czyje? Z puszczy lecicie na wsze świata strony, Aby złowieszczyć krew, pożary, zgony? "Czarnemi pióry machacie powoli, Falistym ruchem jakby czyniąc czary. Czarnemi plamy biegnie cień po roli Waszych tułowii jakby widmo kary..!! A czasem okrzyk, niby jęk niedoli, Albo charczenie, lub westchnienie mary Wykracza gardziel, jak w liteury zbrojny... Tak ja poznaję. To jest okrzyk wojny.!! Gwiazdy! Czy w górze tam, hen, na zenicie Was dolatują jęki, krzywdy z ziemi? Czyż to być może, że ku wam w błękicie Wzlata grzech tony dyssonansowymi, Które rozpętał by splugawić życie Szatański pomysł, dyabelstwami swomi I was tam,w górze - ohyda kosmata Krzywdy życiowej jękami dolata? Bo, gdy na ziemi, zbyt wiele podłości Się nagromadzi, to w nieba sklepieniu Widać wzlatuje jęk w wielkiej ilości Sprawując skargą niebiańskich stref drżenie... I wówczas z góry... tam, z nieb wysokości Spogląda,zdobna w ogniste promienie Gwiazda - znak Boży, na niebie spokojny. Tak ja poznaję.... To już zwiastun wojny! Wojna! Tak, wojna rozgorze na świecie Za nią, jak wściekłej suki młode szczenię, Przyjdzie zaraz, o której wiecie Dreszcz powodując na samo wspomnienie - : Mordów, łez, ohyd, zła, które roznieci,... ...I choć chwilami wzejdą znów promienie, To nie na na długo.... Ta dzieciobójczyni "Chce wkońcu sama zdechnąć - na pustyni." Wróżka przepowieść swą jakby rzuciła, Przed siebie patrząc przez dym w Czarne Morze W głosie jej drżały: lęk, smutek, strach, siła... Więc-to doprawdy - jasnowidz jest może?. ........................................ Raptem, twarz kryjąc za brzegi dywana Krzyczy:"Dym. ogień. pożar. czy kadzidło.. To za okropne..!!../To dla tego Pana/ Straszne przed sobą wisze malowidła: Pan otoczy! Okropne ich twarze! Koń staje dęba. Śmierć. Śmierć. Tuż przy panu. To niby swoi, lecz to zgraja wraże. Mówi, już nieco spokojniej: "A teraz Pan jest na górze. Co to? Pluski fali. Tłum jest pod górę. Widział pan już nieraz Tych ludzi. Co to? Są oni bez broni A jednak zbrojni. O, sztandar czerwony! Na nim ptak biały. Widzę jak na dłoni. Pan konno stoi, woła na wsze strony. Mówi pan do nich cudownie, wspaniale! Te słowa sławą winny okryć pana, Bo są przepiękne, bohaterskie... ale Tym razem jeszcze.... wola nie jest dana. Oni słuchają... tak, ale nie słyszą. Chcieliby, pragną... tak, ale nie mogą... Na dole fale groźnie się kołyszą... Tłum jest bez ruchu - jakby zdjęty trwogą. ......................................... Nie, nic już wiecej wam dzisiaj nie powiem. Niech mi pan również za wróżbe nie płaci. Kiedyś wyraźniej wszystkiego się dowiem, Wtedy skarbonka moja się wzbogaci." �Cóż było robić? "Nie chcesz, nie nada." Słowa jej były dziwnie malownicze, Lecz mówić nie chce, trudna na to rada. Innym cię razem z nią jeszcze policzę. ...Która godzina? Dochodzi dwunasta. Kurjer akkurat za chwilę odchodzi. Nie zdążę nawet dojechać do miasta. Dzień zwłoki sprawom moim nie zaszkodzi... Abchazka, widząc me zakłopotanie, Choć wciąż zmęczona na dywanie siedzi, Mówi mi szeptem: "Mój kochany panie! Przyjdx sam pod wieczór. Oko moje śledzi Lepiej w gwiazd biegu utajone sprawy, Gdy milkną życia kłótliwe rozgwary. Spędź z piękną panią ten dzień wśród zabawy. Wieczorem wejdź znów do Abchazki starej. ........................................... Nic nie poradzę. Tak zrobić wypadnie, Choć coraz mniej już czuję animuszu Do pięknej damy, co bardzo nieładnie Coś knuje w główce w modnym kapeluszu. Zresztą to może być bardzo ciekawe, Jakie zostawia ona mnie sieci. Dzień cały mamy na wspólną zabawę. A to nie jedno może mi rozświeci. Żegnamy wróżkę. Wracamy do miasta. W kawiarni teraz trzeba zjeść śniadanie W głowie mi pytań plątanina wzrasta, W rozmowie wróżby ośmieszam i ganię. "Czy doszły do niej już o wojnie wieści? Czy też widziadła swe snuła bezwiednie? Czy też doprawdy /w głowie się nie mieści/ W transie wygłasza swoje przepowiednie?" "-Widzę, że nie zna pan wcale Batumu I nic nie słyszał o tej wróżki sławie. Jest to kobieta wielkiego rozumu I prorokini nieomylna prawie." "A za co pani, kiedyśmy wchodzili, Tak energicznie zgromiła staruchę?" "Czasem widocznie wzrok tę wiedźmę myli A głos podniosłam, bo te ślepe, głuche..." W jej odpowiedzi wyczuwam wykręty. Nie pytam dalej, a natomiast pani Chcąc zmienić temat, mówi: "Dwa okręty Wpływają naraz do naszej przystani." Rozmowa schodzi już na inne tory. Widzę, że z niej już prawdy nie dobędę. Mówię, żem drogą zmęczony i chory Zdolny do dalszej podróży nie będę, Gdy nie wypocznę: Prześpię się w hotelu... "To wielka szkoda." Mówi piękna dama Podaje rączkę, siedząc wciąż w fotelu, Potem leniwie podnosi się sama. "W Tyflisie proszę zajść do mnie koniecznie. Napiszę panu, kiedy tam przybędę. I zabawimy się znowu bajecznie. Wie pan, że zawsze rada panu będę." III. Wieczorem jadę sam znowu do wróżki, Bo choć nie wierzę w takie opowieści, Chcę jakiś pieniądz wrzucić do jej puszki A o tej pani zebrać trochę wieści. Ledwiem wszedł, wróżka czymś zdenerwowana Mówi:"Jak dobrze żeś powrócił do mnie. Chciałam uprzedić łaskawego pana, By był ostrożny, bo choć mile, skromnie Wygląda pani, co cię opętała, Jest krętaczką na usługach wroga. Ty jesteś młody i krzywda nie mała Może cię spotkać - podmina staruszka Ni stąd ni zowąd jest o mnie tak dbała. "Słuchaj, nie jestem prosta, głupia wróżka. O tobie ścisłe dane już zebrałam. Lecz nim o Panie wypowiem swe zdanie Pierwej dokładnie powiem coś o pani: To szpieg Germana. Krzywda ci się stanie, Jeśli jej serce swoje oddasz w dani. Ona już wielu, wielu młodych ludzi Na bezpieczne sprowadziła tory. adna, więc łatwo miłość w sercach budzi. I zaczynają się grzeszne amory; A wkrótce młodzian całkiem usidłany...!" -Skąd pani wszystko to wie tak dokładnie? "-Gdyż współpracuję znimi... Znam ich plany! Ty może powiesz, że to jest nieładnie Że zdradzam swoich. Lub pomyślisz może Żem zakochała się w tobie? - ja stara! Czekaj! Niech spocznę. Kości stare złożę Na mym dywanie. Jestem już niezdara. Siadła. Ja również. Myślę, co to znaczy?.! Pani jest szpiegiem. Może. Lecz staruszka?...?! Czemu to mówi? Bóg ją wiedzieć raczy. Czyżby na starość zwarjowała wróżka?... "Wiem co cię dziwi. Posłuchaj: W tym kraju Walczono kiedyś, gdyż aż trzy szakale, Topiąc twój naród w krwi jego ruczaju, Rwali twą ziemię kawał po kawale. Dawno to było i do dziś cierpicie.... W twych młodych oczach widziałam ból srogi. Lecz teraz, da Bóg, że wreszcie sowicie Los was nagrodzi, a odwieczne wrogi Zniszczą się wzjaem. To jest Boża kara. Słyszałeś, wojnę głosiłam przez dymy. Zobaczysz: prawdę mówi wróżka stara. Bo to jest prawdą, w co mocno wierzymy! Dziwisz się pewnie, zwłaszcza, żem mówiła, Iż współpracuję z nimi - z Germanami./!/ Sprawa to dziwna i mocno zawiła. Ale daj słowo, że pomiędzy nami Wszystko zostanie... Nikt nas nie podsłucha. Bo tajemnicą ma to być narazie. Potem, gdy umrze wróżbiarka - starucha, Zwolni cię z słowa. /Tylko na Kaukazie Mogło się zdarzyć życie jako moje.../ IV. "Wiesz, że jak Polska, tak samo w niedoli Jęczą narody Kaukazu. Wciąż boje Wiodą, by zerwać kajdany niewoli, Podczas walk krwawych o byt, o istnienie, O wolność ludów, tu, wśród gór Kaukazu Wzeszła - jak słońca jasnego promienie Gwiazda - powstała z Bożego rozkazu. Tak, to był człowiek, jak inni - śmiertelny Ciałem, lecz duchem wieczny jako słońce. Miłował wolność, był mężny i dzielny. Ałłach nam zesłał takiego obrońcę. Zwał się Szamilom. Wódz ten wiódł bez strachu Walczące ludy do zwycięstw z carami I na Kabeku, czy na Czuguszdachu Zdobywał sławę krwawymi bojami. Całą rodzinę książąt Czewczewadze Więził on podczas długiej krwawej wojny Lecz, że szlachetnie sprawował swą władzę Więc też dla więźniów rycerski był, hojny. Lata i lata trwało to powstanie. Car we wściekłości rwał włosy na głowie. Myśmy wierzyli, że wschodzi zaranie Naszej wolności:... Twej ziemi synowie, Słysząc o walkach z caratem Szamila, Umiejąc wolność czuć i kochać szczerze, /Gdy w własnym kraju nie była to chwila./ Tłumnie szli w góry, ofiarni szermierze Wolności, którym walka czas umila, W obronie braci gnębionych w swej wierze, Głosili światu: "Za naszą i waszą." /Kacapki dotąd dzieci nimi straszą./ Przybył też młodzian, dla którego "wola" Była żywota koniecznym nakazem. Pochodził z stepów waszego Podola, Które podobno równa się z Kaukazem Swoim przepychem. Jest tam czarna rola, A wzrok wciąż nowym bawi się obrazem. Ponoć w swym kraju był on wielkim panem. Zdobył mir w krótce. Zwano go Stefanem. Wśród naszych plemion był wszystkich Runakiem.1/ Po wirchach chodził nie gorzej niż tura. 2/ Na koniu ścigał się z Dżejranem 3/ - ptakiem. Nasza go górska wchłonęła natura. Słynął talentem bardzo różnorakim: Rzeźbił, malował, śpiewał jak bandura. 4/ Wiersze też pisał. Ale głównie w szabli I wstrzelbie 5/ słynął. Nie brali go diabli. 1/ Przyjaciel, 2/ gatunek koziorożca, 3/ Kozica /też antylop 4/ W przenośni - śpiewak, 5/ze strzelania. Co najdziwniejsze, że zawsze dość czasu Miał on na wszystko. Tu walczy wśród braci. Tam znów niedźwiedzia kładzie w gęstwie lasu To wierszem album księżniczki bogaci, To do wsłuchanych przemawia w postaci. Wieszcza lub wodza głosząc o wolności. Czcią go darzyli i wielcy i prości. W kraju Abchazkim, gdy bojów przygody Aż w nasze góry go zaprowadziły, Poznał dziewczynę niezwykłej urody. Zdobył jej duszę, był jej w sercu miły. Niebawem świetne wyprawiono gody. Bębny, armaty na weselu biły. Po pewnym czasie poszedł w bój i zginął..... .... Jam świat ujrzała, zanim miesiąc minął. Więc kimże jestem? Polka czy Abchazka? W żyłach mych płynie zarówno krew polska, Jak i szlachetna nasza krew kaukaska. Tkwi we mnie wolność - stepowa - podolska I szczytów górskich duma!... Zdjęta maska! Moje prawdziwe nazwisko: Zapolska! Taka ma przeszłość. Ta! krew we mnie płynie.... .... Stara Abchazka dziś z swych czaró słynie. Będziesz się dziwił, dlaczego do szajki Szpiegów Germana teraz przystąpiła. To budzi niesmak, sensacyjne bajki....? Nie! kipi we mnie ojców moich siła. Pożądam zemsty za knuty, nahajki, Którymi przemoc braci mych gnębiła. Dobrą jest dla mnie i z piekłem zabawa, Jeśli jej treścią będzie zemsta krwawa! Tak, więc, gdy German szukał mej współpracy, Jam ani chwili się nie zawahała. Z serca wytrysło na kształt świetlnej racy Nadzieja zemsty. I wciąż w duszy pała. Choć od Germana cierpieli Polacy, Czekam, by jego dłoń tu cios zadała.- Więc w podłą służbę poszłam wbrew niechęci. Cel nikczemność środków niechaj cel uświęci. Moim zadaniem w tej szpiegów aferze Jest przechowywać tajne dokumenty. Korespondencję stąd adresat bierze I jedzie dalej. Miłosnymi pęty Gdy tamta kioł na nam również w ofierze Podsuwać mysli i stwarzać wykręty, Które twa pani łatwo wykorzysta, Wszak z niej prawdziwie podły szantażysta! Lecz co innego tutaj jako kochankowie. Bo kiedym rysy rozeznała pana, Poznałam zaraz po ruchach, po mowie Że pan nie Moskal, ani syn Germana. I wtedy nagła myśl powstała w głowie, Że cię przestrzegę. Brzydkimi czynami Niechaj się Polak przeze mnie nie plami. ............ .....Pani ta, często bajać mi kazała By straszyć ludzi, o bliskiej już wojnie, A potem sama młodym pomagała, Zwalniać się z wojska. Mnie płaciła hojnie. Przykład: Zwolniony tak syn generała Uciekł do domu i siedzi spokojnie. W szufladach ojca dokumenty będą, Jeśli coś znajdzie, szpiegom się spowiada. Czyś zauważył: Nie wiedząc, czy da się Pomówić z Tobą choć raz jeden jeszcze Rzekłam jej ostro: "od tego ci zasię" I nim zaczęłam głosić sny me wieszcze Dałam ci poznać, że w tej pani krasie Żmija się czai, nie - miłosne dreszcze. W bawie, że cię przestrzec już nie zdołam Gadałam, wiedząc, że burzę wywołam. Ale ty nie myśl, że w mej rannej wróżbie Był dziś cień choćby oszustwa i blagi. Dziś nie mówiłam z nakazu, "po służbie". Widziałam jasno rzeczy wielkiej wagi I nie by olśnić, ani też po drużbie Kreśliłam obraz, z polskim orłem flagi. mierci, kul, rany ty się nie strzeż w boju Byłeś miał serce czyste i w spokoju. Oto już wszystko. Tylko dodam szczerze: Tyś młody. Pomnij, Życie nie zabawa. Gdy na młódź patrzę, wciąż mnie bojaźń bierze, Gdzie ją los wiedzie. Jedyna obawa, Którą mieć trzeba, to przed sobą. W wierze Człowiek moc czerpie i silnym się stawa. Gdy wiesz, gdzie dążysz, po co i którędy Nie złamią Ciebie popełnione błędy. Ty jesteś Giaur - ja dziecię islamu. Lecz jak wiesz, we mnie polska też krew płynie. Więc z pokrewnego jesteśmy odłamu. Twój kraj z wolności ukochania słynie A mój tym hasłom też nie zada kłamu. I z walk swych z wrogiem już na świecie słynie. Więc pomnij synu, co ci mówi stara. Wolności - ludów - nas złączyła wiara. Więcej dziś czynię, niż snuć opowieści. Przed tobą szczerze otwieram me serce. Niech pamięć twoja to wspomnienie pieści. I moc z nich czerpie! Gdy będziesz w żołnierce Wyłuskaj mądrość z słów o prostej treści I strzeż jej czujnie: w szczęściu, w poniewierce..... W chwilach gdy ciężkie ludzi Twoje życie Zwróć myśl ku starej, Abchazkiej kobiecie. .................... Żegnałem Ambam, dziękując staruszce. Wzdłuż morza szedłem. Smętnie szumią fale. Tuż winogrady czernieją przy dróżce. Jest całkiem ciemno..... Słychać z gór szakale Myślę, że ma rację., wiem to doskonale. witanie wkrótce nco stopi w promieniu. Tu się doczekam brzasku - na kamieniu. Siadłem... tu myśli jakby miały skrzydła, Wzajem cię pędząc, wirując, wzlatały. ...Czemu ta przemoc wśród ludzi przebrzydła? Czemu zła tyle, a serca- jak skały? Czyż brat na brata stale zgubne sidła Zastawiać będzie? Boże ZMARTWYCHWSTANIE!! Wcześniej się jednak to życie nie zmieni, Nim go miłości blask nie opromieni Chrystus powiedział, że nam pokój daje, Pokój zupełny, bo pokój Miłości. A w ludzkich sercach złość jeszcze nie taje, Żywioł materii w całej surowości Jeszcze króluje. O życia rozstaje Biją wciąż fale ślepej, dzikiej złości. Kiedys ziemskiego bezwładnego ruchu Moc przetworzymy w Miłość w prawdy duchu. Codzień, po nocy, jasne słońce wstaje I mroki ziemi blaskiem opromienia. W ciemnościach wszystko strasznym się wydaje. Lecz słońce wschodzi - idę w cień zwątpienia. Tak też i słowo Chrystusa nam daje Nadzieję dojścia wreszcie do zbawienia. I tak, jak słońce, topi mrok w światłości, Tak zło rozstaje w promieniach miłości. Nad morzem chmury Ciężkie, ołowiane... Kolor ich bury. Takie rozdąsane. Zwisały stale, Jakby opaść zaraz Miały i fale, Wodę i dno naraz Rozmiażdżyć w lecie Bezwładu w doliny. W straszliwym grzmocie Niszcząc żywioł siny. ...Ciemno, pochmurnie Było nad wodami I tylko turnie Szumiały wichrami. W bieg winogradu Fale przypadały... Ruchom bezwładu Po piasku się słały, Szemrząc ci jękiem, Przy istnieniu zgonie, Jak stali dźwiękiem Lub, jak dzwon, co to-nie.- ...Nad brzegiem morza Noc szemrze spokojna. Jak w łanach zboża, Szeptem, skargą rojna. .............................. Nagle... w zenicie... Jedna gwiazda zbladła, Głosząc o świcie... Znikła... niby spadła... Nieba od wschodu, Jakby pobielały... Horyzont z opadu Bieli pasek mały. Potem chmur brzuchy Nagle zróżowiały... W flamingów puchy Całe się odziały. I kropla krwawa Z za morza błysnęła... Większą się stawa... Wtem ... jak krwią trysnęła: Chmurek tysiące Purpurą rozrania.... ... To świtu gońce.!! /Jak zraniona kania/ Wzlata w błękity, Krwawiąc fal warkocze, Tłum skier obfity... ..................... witanie urocze.... ........................ A gdy wzleciały Jasne bóstwa gońce, Zjaśniał świat cały... Oto wschodzi S Ł O Ń C E! ................................... Słońce-------cudzie. Słońce-------panie. Słońce-------życie. Z M A R T W Y C H W S T A N I E. Promieniste! i ogniste! Bądź pochwalon Jezu CHRYSTE! -:-:-:-:-:-:-:-:-:-:- |